Po raz pierwszy od lat Rada Gminy Wiązowna nie udzieliła wójtowi Januszowi Budnemu wotum zaufania. Choć formalnie nie oznacza to żadnych natychmiastowych konsekwencji dla włodarza gminy, wynik głosowania jest wyraźnym sygnałem, że relacje pomiędzy dużą częścią rady a wójtem znalazły się w najpoważniejszym kryzysie od początku urzędowania wójta.
Podczas sesji rady gminy za udzieleniem wotum zaufania głosowało zaledwie dwóch radnych. Trzech było przeciw, natomiast aż dziesięciu wstrzymało się od głosu. To właśnie głosy wstrzymujące przesądziły o nieudzieleniu wotum.
Co ciekawe, jeszcze rok temu Janusz Budny otrzymał wotum zaufania, podobnie jak we wszystkich wcześniejszych latach od momentu wprowadzenia tego mechanizmu do polskiego samorządu.
Nie chodzi o finanse. Radni wskazują na brak dialogu
W trakcie dyskusji radni nie skupiali się przede wszystkim na inwestycjach czy sytuacji finansowej gminy. Wśród najczęściej powtarzających się zarzutów pojawiały się kwestie związane z komunikacją oraz współpracą pomiędzy urzędem a radą.
Radni zwracali uwagę na:
- brak konsultowania części decyzji z radą,
- niewystarczającą komunikację pomiędzy wójtem a radnymi,
- ograniczony przepływ informacji,
- podejmowanie działań bez wcześniejszego wypracowania wspólnego stanowiska.
To ważna różnica. Nieudzielenie wotum zaufania nie było bowiem oceną wykonania budżetu gminy. Tę kwestię rada rozpatruje osobno podczas głosowania nad absolutorium.
Absolutorium tak, wotum zaufania nie
Sytuacja w Wiązownie jest o tyle interesująca, że rada jednocześnie udzieliła wójtowi absolutorium za wykonanie budżetu.
Oznacza to, że większość radnych nie zakwestionowała sposobu zarządzania finansami publicznymi. W praktyce rada wysłała bardzo konkretny komunikat: budżet został wykonany prawidłowo, ale sposób współpracy pomiędzy organem wykonawczym a organem stanowiącym wymaga poprawy.
W samorządach takie rozdzielenie ocen zdarza się stosunkowo rzadko. Najczęściej brak wotum zaufania idzie w parze z odmową udzielenia absolutorium. W Wiązownie radni postanowili wyraźnie oddzielić kwestie finansowe od politycznych.
Czy grozi referendum?
Po głosowaniu w mediach społecznościowych i komentarzach mieszkańców zaczęły pojawiać się pytania o możliwość przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania wójta.
Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym tegoroczne głosowanie nie uruchamia jeszcze takiej procedury.
Prawo przewiduje, że dopiero nieudzielenie wójtowi wotum zaufania w dwóch kolejnych latach może skutkować podjęciem przez radę inicjatywy przeprowadzenia referendum odwoławczego.
Oznacza to, że Janusz Budny nie jest obecnie zagrożony utratą stanowiska w wyniku samego tegorocznego głosowania. Wójt nadal wykonuje swoje obowiązki i zachowuje pełnię kompetencji.
Jeżeli jednak za rok sytuacja się powtórzy, rada będzie mogła rozpocząć procedurę prowadzącą do referendum, w którym o przyszłości włodarza zdecydowaliby mieszkańcy.
Najpoważniejszy sygnał ostrzegawczy od lat
Polityczne znaczenie tego głosowania może być znacznie większe niż jego skutki prawne. Przez wiele lat Janusz Budny otrzymywał od rady wotum zaufania. Tegoroczny wynik jest więc pierwszym tak wyraźnym sygnałem utraty poparcia części radnych. Szczególnie wymowna jest liczba głosów wstrzymujących się. Można ją interpretować jako formę ostrzeżenia. Wielu radnych nie zdecydowało się poprzeć wójta, ale jednocześnie nie chciało głosować przeciwko niemu.
To pokazuje, że konflikt nie osiągnął jeszcze poziomu całkowitego zerwania współpracy, ale jednocześnie trudno uznać obecną sytuację za normalną.
Rok na odbudowę zaufania
Przed Januszem Budnym stoi teraz przede wszystkim wyzwanie polityczne. Jeżeli zarzuty dotyczące komunikacji i współpracy zostaną potraktowane poważnie, obecny kryzys może okazać się jedynie ostrzeżeniem.
Jeżeli jednak relacje pomiędzy wójtem a większością rady nie ulegną poprawie, przyszłoroczne głosowanie może mieć już znacznie poważniejsze konsekwencje.
Na razie referendum pozostaje jedynie przedmiotem dyskusji części mieszkańców. Faktem jest jednak, że po raz pierwszy od wielu lat wójt Wiązowny otrzymał od rady wyraźny sygnał, że dotychczasowy sposób współpracy wymaga zmian. A w samorządowej polityce takie sygnały często mają znaczenie większe niż same przepisy.
fot: screen esesja.tv










