Strażak ochotnik: my tym żyjemy

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Ochotnicza Straż Pożarna w Otwocku – Wólce Mlądzkiej ogłosiła rekrutację. Aby wstąpić w jej szeregi trzeba mieć od 18 do 60 lat i dobry stan zdrowia. Niemniej ważna jest chęć niesienia pomocy oraz gotowość do podnoszenia swoich kwalifikacji podczas szkoleń.

Strażacy z Wólki Mlądzkiej zapraszają na spotkanie rekrutacyjne, które rozpocznie się 22 marca o godz. 13.00, w strażnicy przy ul. Szosa Lubelska 3. Będzie można na nim zadać pytania dotyczące służby w OSP i przygotowania do niej. Kandydaci na druhów nie od razu bowiem, co zrozumiałe, będą mogli brać udział w akcjach gaśniczych czy ratowaniu ofiar wypadków.

Kurs, badania i do akcji

– Na początek będziemy się starali ich wdrożyć we własnym zakresie, nauczyć obsługi sprzętu, którym dysponujemy, ale możliwość uczestniczenia w akcjach daje ukończenie kursu organizowanego przez Komendę Powiatową Państwowej Straży Pożarnej – tłumaczy Daniel Kwiatkowski z OSP Otwock Wólka Mlądzka. Takie kursy są organizowane dwa razy w roku dla nowych strażaków ochotników z całego powiatu otwockiego. – W zależności od tego, ile miejsc otrzymamy, tylu strażaków możemy wysłać na szkolenie – wyjaśnia Daniel Kwiatkowski.

Kurs jest bezpłatny, trwa ok. 2,5 miesiąca, zajęcia odbywają się w trybie weekendowym. Po otrzymaniu świadectwa jego ukończenia i pozytywnym przejściu badań lekarskich można już jeździć na akcje, ale nie znaczy to, że do tego czasu nowi strażacy nie mają co robić. Druhowie z OSP nie tylko wyjeżdżają do nagłych wezwań, ale również biorą udział w zabezpieczaniu uroczystości i imprez, np. sportowych – w Otwocku i sąsiednich gminach. I cały czas się szkolą.

Zawsze gotowi

– Nie pełnimy stałych dyżurów w strażnicy, bo to by się wiązało z dużymi kosztami, a my działamy ochotniczo, w dużej mierze wolontariacko. Jedynie za udział w akcjach i szkoleniach mamy wypłacane po 25 zł za godzinę. Wiadomo, że to raczej symboliczne kwoty i nie da się z tego utrzymać, więc pracujemy zawodowo, a gotowość bojową utrzymujemy będąc w domu – opowiada Daniel Kwiatkowski.

Strażacy z OSP otrzymują dyspozycje wyjazdu od oficera dyżurnego PSP w Otwocku. Oprócz tradycyjnej syreny o wezwaniu informuje ich sms, sygnał w telefonie i specjalna aplikacja. Gdyby jeden kanał komunikacji zawiódł, zawsze zadziała inny i wezwanie dotrze do adresata. – Od wywołania mamy 10 minut na potwierdzenie gotowości do wyjazdu. Jeśli w tym czasie nie zareagujemy, to dyżurny zadysponuje kolejną jednostkę – mówi Daniel Kwiatkowski.

W praktyce rzadko się jednak zdarza, aby nie udało się na czas skompletować załogi. Minimalna obsada wozu bojowego to trzy osoby i – jak ocenia Daniel Kwiatkowski – w 96 proc. przypadków wezwań ekipa z jednostki w Wólce Mlądzkiej wyjeżdża po otrzymaniu dyspozycji od dyżurnego z Otwocka.

Nie tylko pożary i wypadki

OSP Otwock Wólka Mlądzka liczy blisko 50 członków, ok. 30 spośród nich regularnie jeździ na akcje. Choć do najpoważniejszych interwencji strażaków ochotników należą te związane z gaszeniem pożarów i udzielaniem pomocy poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych, to spektrum spraw, którymi się zajmują jest o wiele szersze.
– Oczywiście pokutuje wciąż ten stereotyp wyjazdu do kota, którego trzeba ściągnąć z drzewa, ale są też przypadki innych zwierząt, którym pomagamy. Zdarzają się nietypowe sytuacje – pies, który wszedł do rury i nie może wyjść, jakieś zwierzę utknęło w studzience. Oprócz tego usuwamy wiatrołomy, skutki zalań i powodzi, a w razie konieczności wspieramy pogotowie ratunkowe lub kiedy brakuje akurat zespołów ratownictwa medycznego, to jesteśmy wysyłani w ich zastępstwie, aby udzielić kwalifikowanej pierwszej pomocy – wylicza Daniel Kwiatkowski. Jak dodaje strażak z Wólki Mlądzkiej, on i jego koledzy nie mogą podawać medykamentów, ale mogą na przykład podać choremu tlen i są przeszkoleni do działania w stanie nagłego zagrożenia życia.

Najbliżej ludzi

Rocznie OSP Wólka Mlądzka odnotowuje średnio ponad 300 alarmów, ale w ostatnich latach zdarzały się miesiące, kiedy trzeba było wyjeżdżać nawet niemal 50 razy. Dużo zależy od pogody, warunków panujących na drogach. Czasem alarm nie oznacza wyjazdu lecz postawienie w stan gotowości – kiedy inne jednostki z powiatu zostaną wysłane do wyjątkowo poważnego zdarzenia, a ktoś musi zostać, aby być do dyspozycji, gdyby wydarzyło się coś jeszcze.
– My tym żyjemy. Dlatego w miarę możliwości nawet obowiązki zawodowe staramy się podporządkować konieczności bycia dyspozycyjnym. Kładąc się spać szykujemy sobie ubranie, żeby kiedy tylko zawyje syrena być natychmiast gotowym i jechać do remizy – relacjonuje Daniel Kwiatkowski.

Z uwagi na tę specyfikę służby ważne jest, aby druhowie mieszkali w miarę blisko miejsca zbiórki i żeby stan osobowy jednostki pozwalał na szybkie sformowanie oddziału w razie pilnej potrzeby. A ponieważ naturalne jest, że niekiedy ktoś ze składu ubywa – na przykład przeprowadza się w związku z pracą czy sytuacją osobistą – to zachodzi potrzeba uzupełnienia szeregów. Stąd właśnie rekrutacja, w wyniku której rocznie przybywa od jednego do kilku nowych druhów.
– Chociaż sam w tej strukturze funkcjonuję, to wciąż jest dla mnie fenomenem, że młodzi ludzie znajdują czas, aby się angażować i nieść pomoc innym – podkreśla Daniel Kwiatkowski.

Formą docenienia ich trudu mogą być na pewno wyniki badań opinii społecznej, według których zaufanie do strażaków rośnie – w ubiegłym roku 97 proc. badanych pozytywnie oceniało ich pracę (CBOS).

Zdjęcie: Strażacy z OSP podczas zabezpieczenia startu śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, ul. Reymonta w Otwocku

Tekst i fot. Przemysław Bogusz

Facebook
Twitter
Scroll to Top