Był buntownikiem z Podkarpacia, więźniem Auschwitz, legendą polskiego teatru i dyrektorem warszawskiego Ateneum. Jego życie to gotowy scenariusz dramatyczny – pełen pasji, wzlotów i dramatycznych upadków. Ostatni akt tej historii rozegrał się w Otwocku, gdzie Stefan Jaracz, wyniszczony chorobą i wojną, odszedł 11 sierpnia 1945 roku. W 80 lat po jego śmierci, miasto wciąż nosi pamięć o artyście, którego imię patronuje Teatrowi Miejskiemu a popiersie dumnie zerka na plac pod teatrem, gdzie dzieje się kultura, o którą tam bardzo zabiegał.
Buntownik i socjalista
Stefan Jaracz urodził się 24 grudnia 1883 roku w Żukowicach Starych niedaleko Tarnowa, w rodzinie nauczycielskiej. Od najmłodszych lat uchodził za dziecko krnąbrne i „charakterne”. W gimnazjum w Tarnowie wdał się w działalność socjalistyczną, współpracował z nielegalnym pismem młodzieżowym „Promień” i pomagał w tworzeniu Biblioteki Prywatnej dla uczniów. Za swoją aktywność został relegowany ze szkoły.
Maturę zdał w Bochni w 1903 roku, a później rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim – prawo, polonistykę i historię sztuki. Jednak bardziej niż książki pociągała go scena. Utrzymywał się z korekty w socjalistycznym dzienniku „Naprzód”, a studia porzucił dla teatru.
(…) w zwykłym teatrze trudno się obyć bez kostiumu i bez przeinaczania twarzy. Obywał się bez tego Jaracz, gdy grywał w teatrze radiowym. Niewidzialny, a tylko słyszany, zjawiał się w wyobraźni jako pełny człowiek. Bowiem wszystko, co najtęższego w tym artyście, mieściło się w jego niezrównanej mowie. – Jerzy Szaniawski o Stefanie Jaraczu
Droga na scenę
Debiutował w 1904 roku na deskach krakowskiego Teatru Ludowego w roli… Opryszka w sztuce „Karpaccy górale”. Później występował w Poznaniu, Łodzi i Warszawie. Szybko zyskał opinię aktora wybitnego – grał naturalnie, bez maniery, w sposób głęboko poruszający publiczność.
Warszawa stała się jego miejscem na dłużej – od 1911 występował w Teatrze Polskim i Teatrze Małym. Był ceniony za kreacje postaci dramatycznych, w których potrafił ukazać pełnię emocji – od tragizmu po prostotę zwykłego człowieka.

Teatr Ateneum – misja i sukcesy
Największą kartę zapisał jako dyrektor i twórca warszawskiego Teatru Ateneum na Powiślu. Dwukrotnie kierował nim w latach 1930–1933 oraz 1935–1939. Dzięki niemu scena ta zyskała opinię „domu Moliera” – wystawiano tam sztuki wielkiego Francuza, które gromadziły rekordową publiczność. Bywało, że jeden spektakl grano po 80 razy z rzędu.
Jaracz chciał, aby teatr był bliski ludziom. Nie interesowała go sztuka salonowa – wybierał repertuar społeczny, aktualny, ukazujący problemy prostych obywateli. Wierzył, że teatr ma być „dla wszystkich”.
Cienie życia – alkohol, depresja, konflikty
Choć osiągał wielkie sukcesy, jego życie prywatne było burzliwe. Zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i depresją. Po nieudanym związku przeżył poważne załamanie nerwowe, które niemal zakończyło się samobójstwem.
Konflikty miał również w środowisku teatralnym, m.in. z Leonem Schillerem. Jego gwałtowny temperament nieraz prowadził do ostrych sporów. Mimo to wszyscy podkreślali jego autentyczność – był artystą, który „nie udawał”, lecz żył tym, co grał.
Wam inteligentom to łatwo. Na was pracowali ojcowie, a często i dziadkowie. No i coś wam w mózgach załatwili, co wam ułatwia pracę zawodową czy twórczą. Ja jestem pierwsze pokolenie i całą wiedzę, pożal się Boże, o świecie, o ludziach, o kulturze, musiałem zdobyć sam. Myślicie, że to łatwo? To trzeba zębami i pazurami. Wielu moich kolegów i znajomych, którzy chcieli zostać prawdziwymi inteligentami, nie dało rady i albo rozpili się na śmierć, albo w ogóle poszli na dno. tak że wy nie znacie waszego szczęścia, wam jest łatwo, bo za was pracowali inni. – Stefan Jaracz o swoim uzależnieniu

Wojna i Auschwitz
W marcu 1941 roku został aresztowany przez Gestapo w ramach represji po zamachu na aktora-kolaboranta Igo Syma. Trafił na Pawiak, a następnie do Auschwitz. Tam, skatowany i wyniszczony, przebywał sześć tygodni. Został zwolniony dzięki staraniom środowisk artystycznych, ale jego zdrowie było już poważnie zrujnowane – cierpiał na gruźlicę i częściową głuchotę po uderzeniu kolbą.
Po wyjściu z obozu włączył się w konspiracyjną działalność teatralną. Pisał teksty o roli teatru w życiu społecznym, które później opublikowano jako jego „testament”.
Otwock – ostatni akt
Ciężka choroba nie pozwoliła mu wrócić na scenę. Ostatnie miesiące spędził w sanatorium w Otwocku, znanym z sosnowego mikroklimatu, gdzie leczono gruźlicę i choroby płuc. To tutaj, 11 sierpnia 1945 roku, zmarł – wycieńczony, ale otoczony pamięcią i szacunkiem środowiska teatralnego.
Jego pogrzeb był wydarzeniem symbolicznym. Trumna Jaracza została przewieziona ulicami zrujnowanej Warszawy, zatrzymując się przy ruinach Ateneum. Pochowano go w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Ciekawostki i anegdoty
- Bieda i humor: Kiedy jako student nie miał pieniędzy na czynsz, zostawił właścicielce kartkę: „Szanowna Pani, kiedy będę wielkim aktorem, oddam Pani całą sumę z naddatkiem. Z poważaniem – Jaracz.” Po latach, już jako słynny aktor grający Napoleona, spotkał kobietę, która mu to wypomniała. Jaracz odparł: „Oddam, gdy będę cesarzem!”.
- Niepokorny uczeń: Już w gimnazjum w Tarnowie wyrzucono go ze szkoły za działalność socjalistyczną – aresztowano go także za kolportaż nielegalnej prasy.
- Legendarny dyrektor: W Ateneum za jego czasów bilety sprzedawały się błyskawicznie, a teatr zyskał miano najważniejszej sceny społecznej w Polsce.
Dziedzictwo w Otwocku i nie tylko
Dziś Stefan Jaracz jest patronem kilku teatrów w Polsce – w Łodzi, Olsztynie, Warszawie i Otwocku. Teatr Miejski im. Stefana Jaracza w Otwocku to nie tylko miejsce wydarzeń kulturalnych, ale także żywy pomnik pamięci o artyście, którego ostatnie chwile były związane właśnie z tym miastem.
Kurtyna
Choć życie Stefana Jaracza zakończyło się przedwcześnie w otwockim sanatorium, jego legenda przetrwała. Współcześni widzieli w nim artystę nie tylko wybitnego, ale i autentycznego – wiernego swoim ideałom, gotowego ponosić osobiste koszty w imię sztuki. Otwock, nadając jego imię Teatrowi Miejskiemu, nie tylko upamiętnił jego pobyt i śmierć w mieście, ale także symbolicznie stał się strażnikiem tej pamięci.
Jaracz wierzył, że teatr powinien być dla ludzi – prostych, zwykłych, potrzebujących prawdy i emocji. 80 lat po jego śmierci jego testament duchowy nadal brzmi aktualnie: teatr to nie rozrywka, lecz spotkanie człowieka z człowiekiem.
fot: NAC – Narodowe Archiwum Cyfrowe, MOKTiS










