Samorządowa prasa pod lupą RPO. Wypaczona niezależność?

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek po raz kolejny mocno uderza w jeden z najbardziej drażliwych tematów lokalnego życia publicznego: wydawanie prasy przez samorządy. I robi to bez politycznych fajerwerków, za to z precyzją prawnika i wyczuciem realiów, które w wielu miastach i gminach są aż nazbyt dobrze znane.

W swojej opinii do projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji RPO zwraca uwagę na fakt, że mimo wcześniejszych zapowiedzi Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w projektowanych przepisach nie znalazły się żadne realne mechanizmy ograniczające działalność wydawniczą jednostek samorządu terytorialnego. A to – zdaniem rzecznika – poważne zaniechanie.

Zależność, która wypacza

Sedno argumentacji Wiącka jest klarowne:

„zależność służbowa lub finansowa osób przygotowujących materiały prasowe od aktualnych władz może wypaczać realizację podstawowych funkcji prasy w demokratycznym społeczeństwie”.

To zdanie warto czytać powoli. Nie chodzi tu o pojedyncze nadużycia czy złe intencje konkretnych urzędników. Chodzi o systemową wadę, w której redakcja, autorzy i dystrybucja są podporządkowane temu samemu podmiotowi, który powinien podlegać kontroli medialnej. Trudno bowiem oczekiwać, by medium utrzymywane z budżetu gminy rzetelnie punktowało błędy wójta, burmistrza czy prezydenta miasta.

Jak trafnie zauważa RPO:

„Dopiero funkcjonowanie mediów instytucjonalnie i ekonomicznie niezależnych od władz może zapewnić pełne warunki realizacji wolności pozyskiwania przez obywateli rzetelnej i pluralistycznej informacji”.

To zdanie jest w istocie oskarżeniem pod adresem lokalnych „gazetek”, które z dziennikarstwem mają często tyle wspólnego, co biuletyn reklamowy z debatą publiczną.

Rzecznik idzie jednak dalej i dotyka problemu, o którym lokalni wydawcy mówią od lat – zaburzenia konkurencji. Samorządowe tytuły funkcjonują bowiem „w całkowitym oderwaniu od zasad rynkowych”, korzystając z publicznych pieniędzy i pracy urzędników realizowanej w ramach etatu.

To sytuacja, w której prywatny wydawca musi walczyć o reklamy, sprzedaż i czytelnika, podczas gdy samorządowa gazeta nie musi walczyć o nic. Może być darmowa, jednostronna i permanentnie obecna w przestrzeni publicznej. Efekt? Marginalizacja niezależnych redakcji i stopniowe wysuszanie lokalnego ekosystemu medialnego.

Samorząd nie jest beneficjentem wolności prasy

Jedno z najmocniejszych zdań w całym stanowisku RPO brzmi:

„samorządy nie są beneficjentami wolności prasy, wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”.

To ważne przypomnienie konstytucyjnego porządku rzeczy. Wolność prasy przysługuje obywatelom i mediom, nie władzy publicznej – nawet tej lokalnej. Fakt, że Konstytucja wprost nie zakazuje samorządom wydawania prasy, nie oznacza, że państwo może umywać ręce od odpowiedzialności za realną ochronę pluralizmu i niezależności mediów.

Co więcej, RPO sceptycznie odnosi się do pomysłu systemu publicznych dofinansowań dla prywatnych mediów lokalnych, słusznie zauważając, że może on prowadzić do jeszcze większego uzależnienia dziennikarzy od władzy, zamiast ich wzmacniać.

Wystąpienie RPO do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie jest rewolucją. To raczej głos rozsądku, który porządkuje argumenty znane od lat lokalnym dziennikarzom, wydawcom i czytelnikom. Argumenty, które w terenie bywają brutalnie ignorowane, bo samorządowa prasa jest po prostu wygodna – tania, lojalna i przewidywalna.

Jeśli jednak traktujemy serio hasła o demokracji lokalnej, przejrzystości władzy i prawie obywateli do rzetelnej informacji, to trudno nie przyznać racji Wiąckowi. Bez realnego ograniczenia wydawania prasy przez samorządy nie ma mowy o uczciwej konkurencji ani o prawdziwej wolności mediów lokalnych.

Facebook
Twitter
Scroll to Top