Życie ludzkie jak zresztą wiadomo obfituje w cierpienia. Myślenie, odczucia, wrażliwość, bodźce, one powodują, że jesteśmy ukierunkowani ku smutkowi, radości, refleksji, euforii i innym barwom, jak byśmy to patetycznie nazwali kolorami i nurtami egzystencji. Miejsce na ziemi jest również związane z poczuciem odczuwania. Pory roku, pory przemijania, pory nastrojów, czas pamięci i czas podsumowań. To wszystko kołacze się człowiekowi podczas lektur, podczas oglądania filmów, śledzenia wiadomości.
OTWOCK – ehhhhh…. piękny latem, zabójczy u schyłku zimy. Przednówek również refleksyjny dla każdego wrażliwego człowieka – nawet tego zapędzonego – jest czasem gonitwy myśli. Ciągłe odradzanie się przyrody, ciągłe robienie nowych planów, ciągłe i ciągłe podsumowania.
Tej zimy minęło 50 lat odkąd jestem na ziemi. Czy jest to dla mnie i dla moich rówieśników smutne. Dla mnie osobiście nie. Przeżyłem te dotychczasowe życie i w dobrym zdrowiu, osiągnąłem założone cele, nikogo dotkliwie nie skrzywdziłem, wielu obdarowałem, utraciłem z powodu własnych błędów dobrych przyjaciół, zyskałem w wyniku życiowej mądrości nowych. Czy żałuję…? Nie, nie żałuję. Może trochę żałuję, że nie gram w Teatrze im. Stefana Jaracza. Moja ostatnia rola szefa SS na Otwock na długo zapadła ludziom w pamięci. Może rzeczywiście tego żałuję. Mam to szczęście że jestem tu!
Starzeję się wśród ludzi których prawdziwie kocham. Rodzice, choć coraz bardziej schorowani są ze mną, moja rodzina jest ze mną i tu w Otwocku i ta za granicami. Moja wspaniała druga familia czyli moi przyjaciele od co najmniej 45 lat są tu na miejscu. Razem spędzamy święta, ważne daty, możemy na siebie liczyć. Blanka Pawłowska, Gosia i Artur Leciewicz, Asia i Piotr Drozda, Sylwia Zając, Karolina i Bartek Pawłowscy, Michał, ciocia Agata i Dorota Szczepańscy, Marta i Arek, i cala rodzina Wojciechowskich wraz z moimi dziećmi chrzestnymi, Tomasz i Maria Olivera.
Moi studenci, przekochani, bywają w moim domu i nie krępują się wobec Eli ( mojej cioci rezydentki) pójść i zrobić sobie herbatę lub jedzenie (Jacek Bloch)! Moje Panie z Ukrainy są częścią rodziny. Ten dom, za co jestem bardzo wszystkim wdzięczny żyje! Po to go tu zbudowałem, po to miałem taki imperatyw kategoryczny, aby istniał dla ludzi, dla spotkań, dla kolacji, dla wzajemnych uniesień, intelektualnych rozmów przy dobrej kuchni, luzie, z dala od Warszawy, zawiązywania przyjaźni.
Ostania kolacja (sobotnia) była profesorska. Ten 25 kilometrów oddalony Otwock nawiedzili wybitni medycy: Prof. Marek Durlik – szef Kliniki Transplantologii Wątroby, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologii Prof. Robert Gil, Prof. Ela Radzikowska-Buchner, szefowa Kliniki Plastyki Chirurgii i Medycyny Rekonstrukcyjnej wraz ze swoim mężem, wybitnym businessmanem Piotrem Buchnerem, twórcą Polswissart, zarząd TVP Pan red. Jan Ordyński wraz z uroczą żoną Laurą ,Ewa Kasprzyk – wybitna aktorka z Michałem, jej uroczym chłopakiem. To nie jest chwalenie się, to po prostu lista „obecności”, nie miałem takiej możliwości w blokach ale i swoista acz wspaniała promocja naszego miasta wśród inteligencji.
Przybywają, są zdziwieni, że podróż zajęła im pól godziny, dostają ciasteczka otwockie od Wandy na „do widzenia”. Dyskutują, siedzą przy dużym stole, obdarzają się myślami, refleksjami tworzy się salon poza Warszawą. Salon Otwocki. Bywają również politycy ale tu sza… . To nic nadzwyczajnego od 20 lat prowadzę program telewizyjny w TVP 2 „Operacja zdrowie” i są oni moimi naturalnymi kolegami. Dom w kategoriach przyzwyczajenia, obecności ludzi, troski, chęci powracania zawsze będzie tutaj. Dom nie ma namaszczenia politycznego, niechęci, dom jest kategorią metafizyczną, ale i fizycznym miejscem. Miasto nigdy nie zniechęca, cieszy kiedy jest remontowane, poprawiane, upiększane teraz wykwita mowy termin… przestrzeń… wspólna. Jest naszą… wspólnotą, terytorium troski, aktywności.
Czytam bardzo wiele książek, bo jestem szczęściarzem, Agata dostaje ich wiele, aby przygotować swój program radiowy i telewizyjny „Dobry tytuł” w TVP2. Większość to grafomania i chęć zarobienia pieniędzy, ale są perły. Jako obecnie Profesor szkoły filmowej to szukam literatury faktu, aby inspirować studentów, spoglądam na wrażliwość studenta, szukam dokumentu, faktu, łatwej historii aczkolwiek emocjonalnej, aby ich zarazić kolejnym poszukiwaniem. Jakim moim szczęściem jest że wpadli… „Sąsiedzi, kto mieszkał w Otwockich domach?!” – to tytuł roboczy. Od pól roku krążą, poszukują, dokumentują w Żydowskim Instytucie Historycznym, Archiwum Akt Nowyc , piszą do Yad Vashem. Przyjeżdżają, śpią i chcą zrobić coś o tym… kto z kim się przyjaźnił, ile miał lat, kim był.
Wiele lat temu poprosiłem o tę dokumentację red. Sebastiana Rakowskiego, dziś już jako „stary, sterany Romeo… oddaje im czule…” ten film ,50 minutowy. Odnajdą tych ludzi, te domy, tych przyjaciół, tych sąsiadów. Udokumentują te rozmowy „salonu Otwockiego”, które były prowadzone w językach jidysz i polskim.
Zrobiłem 30 pełnometrażowych filmów dokumentalnych i serii. Dziś już nie mam siły na tę energię, jestem pokorny i wiem że czas upływa. Muszę stać się doradcą, mentorem, czasem życzliwym recenzentem. Tak jak i mój czas istnieje przy stole w moim domu z ludźmi mojego życia, tak i czas ludzi, którzy przychodzą w wyniku zastępstwa pokoleń nadszedł. Nie krytykuję dlatego ich wyborów estetycznych w dziedzinach sztuk; muzyki, malarstwa, filmu…, bo doskonale rozumiem, że każde pokolenie ma swój czas. Nie jestem zły, że nie wiedzą kim był Jeremi Przybora, Jan Kobuszewski, Agnieszka Osiecka. Ja nie znam wielu teraźniejszych idoli. Tak działa czas…. to co jest piękne i nie wyobrażalne dla nas, żeby nie wiedzieć, jest dla nich wiedzą historyczną. Tak jest, niestety.
Idę zatem sam, bo robię duży film dla BBC o naukach związanych z mózgiem, z wybitnym polskim naukowcem Prof. Bartoszem Karaszewskim. Od Bostonu po Maputo. Myślę, że jest to jeden z ostatnich moich filmów dokumentalnych. Pomimo tego, że zrobiłem tyle dokumentów, to były one elitarne, traktujące o zjawiskach kultury, medycyny, społeczeństwa, ludziach. Były dokumentujące zjawiska i indywidualności. Ważne dla kultury, ale nie przełomowe. Były dziełami – dziś obejrzałem własny film „Na wieki wieków Paryż” o cmentarzach Francji i o ludziach tam spoczywających. Ważne dla historii i kultury narodowej. Podobał mi się po latach. Zawsze byłem jakiś taki nabzdyczony historycznie , czułem misję filmu dokumentalnego. Teraz wiem, że film trzeba robić pod pokolenie, pod nową mentalność, pod język generacji. Ale sam jestem już ze starej szkoły, mam nadzieję że moi Stefan i Stanisław, Olek, Iza, Jagoda, Mikołaj, Maciek, Iwo, Mateusz, Pola, Tomek kiedyś sięgną do starego kina i powiedzą, że te dokumenty robił nasz dziadek, wujek, przyjaciel. One tworzą filmotekę narodową i zatrzymał na filmie przeszłość dla nas ważną. Przyjdą do tego domu i z wrażliwością artystyczną opowiedzą o tym, co jest dla nich istotne. Jeżeli czas pozwoli to poczekam a jeżeli nie… . To w tym domu zasiądą nowi ludzie, profesorowie, aktorzy, artyści… ludzie. Ja im przygotowałem miejsce.










