Samorządy nie chcą skróconego czasu pracy w urzędach – większość odrzuca rządowy pilotaż jeszcze przed jego startem. Włodarze wskazują na ryzyko spadku jakości obsługi mieszkańców, brak kadr i dodatkowe koszty. Prezydent Otwocka Jarosław Margielski już wcześniej stwierdził, że przy rosnącej liczbie spraw urzędy powinny raczej wydłużać czas pracy niż go skracać.
Jednostki samorządu terytorialnego raczej nie zamierzają przystępować do pilotażu skróconego czasu pracy zaproponowanego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – wynika z odpowiedzi udzielonych Serwisowi Samorządowemu PAP. Spośród przepytanych samorządów tylko władze Strzegomia i Lublina jeszcze nie podjęły decyzji, pozostali włodarze nie planują udziału w programie. Skoro więc nie ma zainteresowania, można stwierdzić, że przepis na siłę najwyraźniej nie działa.
Program dla pracodawców
Od 14 sierpnia rusza nabór wniosków do programu pilotażowego „Skrócony czas pracy – to się dzieje”, który obejmie wszystkich pracodawców, w tym również jednostki samorządu terytorialnego. Pilotaż potrwa od 1 stycznia do 31 grudnia 2026 r., a uczestnicy mogą liczyć na dofinansowanie do 1 mln zł (nie więcej niż 20 tys. zł na pracownika). Mimo to samorządowcy podchodzą do pomysłu z dużą rezerwą, wskazując m.in. na problemy kadrowe i finansowe.
wydłużać czas pracy, a nie skracać
– Poznański samorząd nie rozważa skorzystania z pilotażu przy obecnej liczbie klientów (obsługiwanych bezpośrednio i online), która niekiedy powoduje potrzebę dodatkowego wydłużania godzin pracy i obsługi klientów – podkreślił dyrektor Wydziału Organizacyjnego Urzędu Miasta w Poznaniu, Wojciech Kasprzak. Dodał, że wprowadzenie skróconego czasu pracy mogłoby wymagać zatrudnienia dodatkowych urzędników, a ich wynagrodzenia nie byłyby refundowane w ramach programu.
To odbije się na jakości usług
W podobnym tonie wypowiedziała się rzeczniczka prasowa prezydenta Gniezna Monika Fifer: – Projekt skróconego czasu pracy, jakkolwiek korzystny dla pracowników, w sytuacji budżetowej samorządów, będącej wynikiem zmian podatkowych w ostatnich latach, spowodowałby konieczność zatrudnienia dodatkowych osób.
Podkreśliła również, że na samorządy nakładane są kolejne zadania, a zmniejszenie liczby godzin pracy bez zwiększenia zatrudnienia odbije się na jakości usług i tempie inwestycji.
JST na „nie”
Niechęć do udziału w pilotażu wyraziły także m.in. Rybnik, Konin i Gdynia. – Od ponad 7 lat zapewniamy naszym pracownikom ruchomy rozkład czasu pracy. Chcemy zapewnić klientom obsługę na najwyższym poziomie, przez 5 dni w tygodniu – zaznaczyła rzeczniczka prasowa Rybnika Małgorzata Krzeszkiewicz.
W Lublinie i Strzegomiu sprawa jest nadal analizowana. Joanna Stryczewska z Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin wskazała, że oprócz potencjalnych korzyści, takich jak poprawa równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, pojawia się wiele wątpliwości formalnych, zwłaszcza w dużych jednostkach z różnorodnym systemem czasu pracy.
Cywilizacyjny krok, ale…
Wśród wypowiedzi wyróżnia się głos sekretarza Wisły, Sylwestra Foltyna, który zaznaczył, że skrócenie tygodnia pracy to „cywilizacyjny krok”, jednak nie powinno się ono odbywać kosztem dostępności urzędu dla mieszkańców.
Nawet więcej byśmy pracowali
Tymczasem prezydent Otwocka Jarosław Margielski wcześniej stwierdził, że jest tyle spraw i obowiązków, że gdyby tylko mogli, to pracę urzędu w Otwocku należałoby wręcz wydłużyć. Jak dodał, przy obecnym obciążeniu pracą, skracanie czasu urzędowania nie wchodzi w grę – wręcz przeciwnie, w jego ocenie urzędy powinny mieć możliwość wydłużenia czasu obsługi mieszkańców, aby sprostać rosnącej liczbie zadań.
Gdzie skrócony czas pracy już działa
Warto dodać, że choć większość samorządów woli obserwować przebieg programu, to są też przykłady, gdzie skrócony czas pracy już funkcjonuje. W Lesznie i Włocławku tygodniowy wymiar pracy urzędników wynosi 35 godzin, a w Szczecinku dodatkowo wprowadzono wolny poniedziałek lub piątek.










