Bordowa skoda skrzypiała na żwirze, jakby sama miała opory przed tą wizytą. Komisarz Arkadiusz Żak zgasił silnik i zapatrzył się w front skromnego, murowanego domu przy wąskiej podleśnej ulicy. Kremowa elewacja, biała sztukateria wokół okien, świeżo skoszony trawnik i ogrodzenie, pomalowane na czekoladowy brąz, a przed nim najtrudniejsze zadanie w tej robocie: powiedzieć rodzicom o śmierci ich dziecka. Na samą myśl drapało go w gardle. Pochylił się do schowka po stronie pasażera i wyjął z niego paczkę eukaliptusowych pastylek. Wycisnął jedną i włożył do ust, a następnie przycisnął ją mocno językiem do podniebienia. Gdy naciskał guzik dzwonka przy furtce, był już w stanie bezboleśnie przełykać ślinę, a w głowie miał ułożone zgrabne okolicznościowe oświadczenie.
Państwa syn Szczepan Szotnicki został dziś rano znaleziony martwy na terenie teatru miejskiego. Bardzo mi przykro. Mamy podstawy sądzić, że do jego śmierci mogły się przyczynić osoby trzecie. Aktualnie prowadzimy czynności śledcze w tej sprawie. Czy mają państwo jakieś podejrzenia? Kto mógłby mu źle życzyć? Czy syn lub ktoś w jego otoczeniu ostatnio zachowywał się jakoś inaczej? Czy wydarzyło się coś niepokojącego lub nietypowego?
Małżeństwo przed siedemdziesiątką przyjęło go w salonie, urządzonym w stylu późnych lat 90. Nie zdradzali emocji, ale stan zamrożenia, który prezentowali, należał do jednej z najczęstszych reakcji na fatalne wieści. Pani Helena Szotnicka postawiła na stoliku trzy filiżanki z herbatą oraz konfiturę wiśniową na spodeczku, zamiast cukru. Siwe włosy miała związane w drobny kucyk, była szczupła, a jej cera przypominała wyblakły papier. Mąż – Damian – był bez wątpienia nałogowym palaczem, a początki demencji sprawiały, że nieustannie szukał wzrokiem kogoś, kto mógłby potwierdzić jego spostrzeżenia. Pomimo starań nie stanowił jednak zbyt cennego źródła wiedzy. Wyglądało na to, że od bardzo dawna łączyła go z synem raczej powierzchowna zażyłość, nie znał szczegółów rozstania Szczepana z Alicją, a zerwanie kontaktu z wnukami nieszczególnie go obeszło. Matka ofiary z kolei skupiła się głównie na ratowaniu wizerunku zmarłego. Żak odnotował w pamięci, że z jakiegoś powodu uważała to za konieczne. Ona również miała nikłe pojęcie o jego pracy i co więcej – była kolejną osobą z rodziny, która nie znała aktualnego adresu jego zamieszkania (Żak zdążył zapytać o to Annę, a ta swoją matkę – siostrę pani Heleny).
Otwocki kryminał w odcinkach: Nazajutrz po próbie, odcinek 8
– Mamusia będzie wiedziała – stwierdził po namyśle ojciec Szczepana.
– Pana matka? – Żak wolał się upewnić.
– Teściowa. Mieszka z nami. Jest na górze. Pójdę do niej i zapytam, jeśli pan komisarz pozwoli.
– Oczywiście – odparł policjant, nieco zaskoczony obrotem spraw.
– Pani mama ma problemy z poruszaniem się? – zapytał, gdy Damian Szotnicki opuścił pokój.
– Nie, dlaczego? – kobieta nie zrozumiała aluzji.
– Zastanawiam się, dlaczego do nas nie dołączyła – przyznał komisarz. – Zwłaszcza, jeśli jest w posiadaniu przydatnych informacji.
– Nie sądzę, żeby mamusia mogła w czymkolwiek pomóc. Nawet jeśli Szczepek faktycznie podał jej swój adres, to nie zrobił tego dlatego, że byli jakoś wybitnie zżyci. Zapewne miał w tym jakiś interes, może chciał przekierować paczkę czy coś. Kurierzy często tu przyjeżdżają z zamówieniami. Z jego zamówieniami – doprecyzowała.
Arkadiusz skinął na znak, że akceptuje jej wyjaśnienia.
– Trzy miesiące tematu pochowaliśmy tatusia – powiedziała cicho.
– Przykro mi – powtórzył Żak. – Nie dziwiło pani, że syn tak zupełnie się nie zwierza, że ukrywa miejsce zamieszkania? – po dłuższym milczeniu detektyw zdecydował się powrócić do tematu.
– Nigdy nie był wylewny, ale po rozwodzie zamknął się na dobre. Próbowaliśmy to uszanować – wzruszyła ramionami.
– Giżycka 17 – zawołał z triumfem Damian Szotnicki. – Ale konkretny lokal będzie pan musiał namierzyć sam, bo tam podobno kilkanaście osób wynajmuje.
– Dziękuję.
– Czy mamy przyjść na przesłuchanie? Tam, do tego teatru? – zainteresował się nagle starszy mężczyzna.
– Do teatru? Nie, skąd – Doprawdy, ci ludzie nie przestawali Żaka zadziwiać. – Poprosimy państwa o identyfikację zwłok. Zapewne w ciągu siedemdziesięciu dwóch godzin. Zaprosimy też państwa na komendę na formalną rozmowę. Do akt.
– Czyli na razie to wszystko? – ożywiła się matka ofiary. Marzyła o zrzuceniu maski opanowania i chwili samotności, w której mogłaby przeżyć swój żal. Nie trzeba było być detektywem, by to czuć. Arkadiusz nie zamierzał jej tego utrudniać. Pożegnał się, zostawiając wizytówkę obok nietkniętego naparu, zaparzonego z ewidentnie twardej wody. Brunatne smugi, podchodzące ku porcelanowym brzegom, były lekko spękane. Wysokie stężenie wapnia i magnezu, Żak wyraźnie usłyszał w głowie głos Adamczyka i uśmiechnął się pod nosem, opuszczając ów dziwaczny dom, dotknięty kolejną w krótkim czasie tragedią.
Zza kierownicy zadzwonił bez zwłoki do sierżanta Klickiego.
– Łysy? – rzucił w stronę głośnika przy lusterku. – Wracam na bazę, a ty sprawdź ten adres, który ci wysłałem. Dom jednorodzinny wynajmowany na pokoje. Zobacz, kto tam mieszka, i czy da się w ogóle wejść bez kopniaka.
Chichot Piotrka zagłuszył szelest paczki chipsów w tle.
– Tylko pamiętaj, że 15:00 zaczynamy przedstawienie – przypomniał koledze. Nie musiał tego robić. Klicki sam umawiał aktorów na przesłuchanie i z pewnością doskonale o tym pamiętał, ale gdy irytacja głodnego i niedospanego komisarza sięgała zenitu, stawał się klasycznym zgryźliwym tetrykiem z brytyjskich komedii.
– Arek! Zapraszam do siebie – zawoła od wejścia naczelniczka wydziału. Na nogach miała czarne martensy, a w dłoni trzymała szpilki. Elżbieta Grodecka nie była zwolenniczką mikrozarządzania i nie ingerowała w sposób prowadzenia śledztw, ale lubiła – co naturalne – wiedzieć wszystko pierwsza, a jej stalowe spojrzenie wzbudzało respekt nawet u tych podwładnych, którzy na co dzień uparcie zgrywali macho. Wskazała Żakowi skórzany fotel pod ścianą gabinetu i zanim sama usiadła za biurkiem, zapytała:
– Mamy już jakieś konkrety? Wydzwaniają z prasy. Kwitnie nam też jeden pismak w poczekalni. Adaś wrzucił póki co płytę z „dla dobra śledztwa nie komentujemy jeszcze sprawy”, ale warto by chyba wystosować jakiś komunikat. Co sądzisz?
– Ofiara to Szczepan Szotnicki, właściciel jednoosobowej firmy transportowej. Jego ciało zostało znalezione na balkonie Teatru Miejskiego. Podejrzewamy udział osób trzecich.
– Pięknie! – ucieszyła się. – Dwadzieścia słów! Idealna ilość dla rzecznika, po prostu. Podyktujesz to Adamowi?
– Jasne. To wszystko?
– Tak, tak. Wracaj do pracy. Pewnie masz jej po zęby.
– Chciałbym zaprzeczyć – komisarz westchnął ciężko i nie było w tym cienia przesady.
– Otruty środkiem na korniki. Z widowiskowo przyszytymi powiekami. Na co ci to wygląda? – odezwała się, kiedy wstał.
– Szczerze? – I Żak, i Grodecka wiedzieli, że to pytanie retoryczne. Ale on zrobił pauzę, a ona przytaknęła. – Na kobietę.
– Na zranioną kobietę, co? – Naczelniczka uniosła brew. – I jeszcze ta loża! Pachnie Szekspirem.
– Nie mamy żadnej loży w Otwocku – zauważył Arkadiusz rozsądnie. – Chyba że szyderców. Ale taka to się akurat przydaje w każdym mieście.
– A propos! Wiesz co? Sama podeślę Maderze twój skrypt, a ty działaj.
– Na pewno?
– Si, si – odparła Grodecka po hiszpańsku i machnęła ręką, sygnalizując by Żak zniknął jej z oczu.
Otwocki kryminał w odcinkach: Nazajutrz po próbie, odcinek 7
Komisarz zdjął kurtkę, przewiesił ją przez ramię i wolno szedł korytarzem. Czuł, że jeśli w ciągu kwadransa nie zafunduje sobie porządnego ciepłego posiłku, to zwoje kojarzeniowe zaczną mu iskrzyć na stykach jak kabelki w gabinecie Drameckiej. Wąski ciąg wypełniał zapach mocnej kawy, środków chemicznych, potu i nierozwikłanych starych spraw. Żak fuknął i podrapał się po nosie, a wprawne oko śledczego dostrzegło opierającego się o ścianę mężczyznę, zapatrzonego w telefon. Mógł mieć blisko sześćdziesiątki, był postawny, zadbany, w ciemnych spodniach, błękitnej koszuli i beżowej marynarce.
– Dzień dobry – detektyw odezwał się do niego uprzejmie w przekonaniu, że ma do czynienia z dziennikarzem. Ci z rubryki kryminalnej zmieniali się dość często, szczególnie w stolicy, ale przy dobrej współpracy, potrafili być całkiem przydatni. – Proszę jeszcze o chwilę cierpliwości. Nasz rzecznik Adam Madera już szykuje oficjalne oświadczenie. Na dalsze pytania odpowiemy za kilka dni.
– Przepraszam, pan chyba… Nie jestem z mediów – pospieszył gość z korektą. – Czekam na rozmowę z prowadzącym śledztwo w sprawie Szczepana Szotnickiego.
– Komisarz Arkadiusz Żak – przedstawił się Żak kolejny i zapewne nie ostatni raz tego dnia. – W czym mogę pomóc?
– Znałem go. I znam osobę, która go znalazła — powiedział człowiek, który po wyprostowaniu okazał się mierzyć co najmniej metr dziewięćdziesiąt i brzmiał surowo niczym profesor nauk medycznych.
Detektyw zastygł jakby wpadł w niewidzialną pajęczynę.
– Jak się pan nazywa? – zapytał powoli.
– Marach. Krzysztof Marach. Byłem zleceniodawcą Szotnickiego i jestem ojczymem Natalki, o ile ma to jakiekolwiek znaczenie.
Żak miał wrażenie, że cała krew odpłynęła mu gdzieś w kierunku płytek na podłodze, ale starając się zachować pozory spokoju, powiedział tylko:
– Proszę za mną.
W kolejnym odcinku:
- Na którym miejscu w sztafecie podejrzanych uplasuje się Marach?
- Co odkryje Klicki w lokalu przy Giżyckiej?
- W co grają amatorzy?
- Jak ważna jest odległość z komendy do pizzerii?










