Powietrze w teatralnej garderobie pachniało miksem lakieru do włosów, kulek na mole i słonych orzeszków, a także stresem, chociaż tym razem zupełnie nieaktorskiego pochodzenia. Komisarz siedział na starym drewnianym krześle i przyglądał się w skupieniu mówiącej niemal bez przerw na złapanie oddechu młodziutkiej i zaaferowanej Annie Szotnickiej. Wyłapanie najistotniejszych (lub po prostu istotnych) informacji z nerwowego słowotoku kobiety, która okazała się siostrą cioteczną ofiary, nie było banalnym zadaniem. Zwłaszcza, że Arkadiusz Żak odczuwał już naprawdę trudne do zwalczenia zmęczenie. Ponadto pięć minut wcześniej odesłał Natalię Czajkę z powrotem do jej zawodowych obowiązków, co było słuszne, pozostawiło go jednak w poczuciu dyskomfortu. Oboje nawet nie próbowali udawać, że ten zabieg ma na celu stopniowe przywracanie funkcjonowania placówki, a nie jedynie uporządkowanie spraw między nimi.
Natalia sama zdawała sobie sprawę, że z roli świadka błyskawicznie przeszła do wykonywania działań detektywistycznych. Być może była to po części reakcja obronna. Kiedy ojczym wyłuszczył jej przez telefon ryzyko stania się osobą podejrzaną, wydało się to wizją straszną i niesprawiedliwą. Bo przecież chciała tylko pomóc! Rozumiała doskonale, dlaczego komisarz Żak zdecydował się w końcu postawić granice jej udziału w czynnościach, mimo to… oddałaby wiele, by słyszeć, o czym teraz rozmawia z kuzynką zamordowanego!
Otwocki kryminał w odcinkach: Nazajutrz po próbie, odcinek 5
Ania miała na sobie długą sukienkę w kolorze jasnoniebieskim, skórzaną ramoneskę i ażurowy szal, którego frędzle nieustannie przeplatała między palcami. Włosy upięła w wysoki kok, jaki nosi się raczej na pilates niż na rozmowę o czyjejś śmierci.
– Szczepan był trudny – powiedziała w pewnym momencie, sprawiając że umysł Żaka wyostrzył się znów jak igła gramofonowa. Odnotował już, że mężczyzna z balkonu miał 44 lata i pracował dla lokalnej firmy logistycznej. Dystrybuował m.in. powiatowe czasopisma, zaopatrzenie dla klubów osiedlowych czy osprzęt na różnego rodzaju eventy.
– Czyli był kierowcą? – Detektyw chciał się upewnić.
– Właściwie nie wiem – odparła dziewczyna tonem, który zdradzał, że było to zaskoczenie również dla niej. – Był nieustannie zajęty, zabiegany, odbierał telefony, wychodził w środku rodzinnych spotkań. Zachowywał się jak tajny agent, ale nie braliśmy tego na poważnie. Szczepcio lubił robić wokół siebie zamieszanie. Najczęściej bezpodstawnie. Rozumie pan?
Policjant skinął głową i zapisał sobie, by sprawdzić u dyrektorki Marty Drameckiej, czy mężczyzna miał okazje do współpracy z teatrem.
Otwocki kryminał w odcinkach: Nazajutrz po próbie, odcinek 4
– Specjalnie tworzył taki wizerunek Kogoś Nie Wiadomo Jak Ważnego – ciągnęła Ania, a jej wcale nielekko sarkastyczny komentarz kazał się Żakowi uśmiechnąć pod nosem. Na komendzie, która w niektóre dni przypominała bardziej stajnię Augiasza niż miejsce pracy szacownych przedstawicieli organów ścigania, powtarzało się często, że o sprawiedliwość nie da się walczyć samą odznaką i zadyszką. To właśnie sarkazm bywał sztuką godną opanowania oraz deską ratunku dla zdrowia psychicznego. Stąd komisarz bardzo sobie takie nastawienie cenił. – Teoretycznie znał wszystkich w mieście i z każdym trzymał sztamę – tłumaczyła dziewczyna. – Z urzędnikami, klientami, radnymi, kelnerkami. Miał niezły bajer, jak to się mówi. Ale w praktyce… był trudny i wzbudzał raczej antypatię.
Komisarz zmarszczył brwi. Rzadko spotykał się z tego typu szczerością, szczególnie na początku śledztwa. Zdecydowana większość ofiar w pierwszej dobie jawiła się w opowieściach jako postać niemalże kryształowa, miła i każdemu mówiąca „dzień dobry”. Korozje na podwoziu ujawniały się dopiero, gdy opadały kurtuazyjne opary konieczności mówienia dobrze o zmarłych.
– Miał jakichś wrogów? – zapytał zatem bez ogródek.
– Szczerze? – po uroczej twarzy młodej kobiety prześlizgnął się grymas zniechęcenia.
– Wyłącznie szczerze.
– Na pęczki. Ale nie sądzę, by się tym przejmował.
– Pani Aniu, byłbym bardzo wdzięczny, gdyby udało się pani podać mi parę nazwisk – poprosił Żak uprzejmie.
– Jakich nazwisk? – nie zrozumiała.
– Osób nieprzychylnych pani bratu – doprecyzował.
– Podejrzanych? – Dziewczyna nagle się spięła i otworzyła szeroko swoje nieziemsko zabarwione oczy. – Proszę się nie gniewać, ale ja… Nie chciałabym nikomu zaszkodzić. Znam pewne historie tylko ze słyszenia. Nie śmiałabym rzucać oskarżeń.
– Pani Aniu – zaczął komisarz równie słodko, co poprzednio. – Proszę mi wierzyć, że ja także nie zamierzam nikogo bezpodstawnie oskarżać. Nie leży to w moim interesie. Zależy mi wyłącznie na schwytaniu sprawcy. Pani chyba również, prawda?
Wiedział, że modulując głosem i zadając jej to podchwytliwe pytanie, manipuluje Szotnicką, ale nie było innej drogi, by wyciągnąć z niej więcej wiadomości. Wpadła w jego sidła ad hoc i przeciągała milczenie tylko po to, by zachować do siebie szacunek.
– Ala. Alicja Szotnicka, choć aktualnie chyba znów Majewska – powiedziała nareszcie po dłuższej przerwie, którą doświadczony detektyw cierpliwie przeczekał. – Była żona Szczepka. Rozstali się w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Nie wydaje mi się, żeby po tylu latach miała w sobie jeszcze taki poziom gniewu, ale na pewno nie są przyjaciółmi.
– Po ilu latach?
– Sześciu, może nawet siedmiu. Kamilek był w zerówce, gdy się rozwodzili, a teraz zaczął piątą klasę.
– Rozumiem, że to ich syn?
– Tak. Mają też córkę. Karolinę. Pełnoletnią.
Komisarz pilnie wszystko zapisywał.
– Norbert. Nie znam nazwiska, ale jest dyrektorem jakiegoś ośrodka pomocy. Dla osób uzależnionych, zdaje się. Szczepek obiecał mu załatwić plac czy kawałek lasu. Ponawijał mu makaronu na uszy, a że nie ma takich wpływów, jakby chciał, to oczywiście finalnie słowa nie dotrzymał. Otarło się o sąd, ale potem ucichło.
Ania Szotnicka zdjęła chustę i zwinęła ją ciasno na kolanach. Ale kontynuowała.
Otwocki kryminał w odcinkach: Nazajutrz po próbie, odcinek 3 (pobierz)
– Krzysztof Marach. Ten były minister. Na pewno pan o nim słyszał. Zatrudnia u siebie co najmniej jedną dziesiątą tego miasta. Ma przedsiębiorstwo. Produkują coś medycznego, jakieś chlorki czy izotopy. Szczepek jeździł dla niego z dostawami, do Warszawy i z powrotem, czasem nawet w dłuższe trasy po kraju. Aż się okazało, że nie wyrobił jakichś pozwoleń, wymaganych do przewozu środków chemicznych, nie oznakował pojazdu. Marach się wkurzył i nic dziwnego zresztą, bo za to grozi gigantyczna grzywna. Z terminami na gardle musiał szukać na cito nowej firmy. W nerwach ponoć groził Szczepkowi. To wiem od babci, bo Szczepek się przecież nie chwali.
Żak mógłby przysiąc, że kolejny raz usłyszał ciężki sarkazm u tej pozornie delikatnej dziewczyny.
– Kiedy to było? – dopytał.
– Kilka tygodni temu. Nie tak dawno w sumie.
Anna ucichła. Policjant spojrzał na swoje dotychczasowe zapiski, a potem na listę dwudziestu kilku nazwisk aktorów, którą niespełna godzinę temu wręczył mu reżyser Jerzy Szczur. Przeklął w duchu. Przecież w tej sprawie same przesłuchania zajmą dwa tygodnie! Jakby w poszukiwaniu nikłego pocieszenia jego myśli poszybowały do laboratorium. Za nimi zaś cicho, jak sufler zza kulis, odezwała się nadzieja na jakiekolwiek zawężające krąg działań odkrycia.
Wstał ze skrzypiącego mebla, przeprosił swoją młodą rozmówczynię i wyszedł na korytarz. Wybrał numer.
– Macie dla mnie coś ciekawego?
– Tobie się chyba miesiące pomyliły – roześmiał się kolega po drugiej stronie łącza.
– Wiosną pracujecie wolniej, czy jak? – nie załapał Żak.
– Nie, chłopie, to ty żeś się z choinki urwał!
– Wybacz. – Komisarz zabrzmiał szczerze oraz… na wyczerpanego.
– Na tę chwilę powiem tylko, że z takkera zebrałem cały komplet odcisków – ulitował się technik. – W bazie ich nie ma, ale będą do porównań. Z kubków też coś tam się uda wyodrębnić, ale póki co hitem jest, co znajdujemy w tych kubkach!
– Dawaj! – Zainteresował się Arkadiusz.
– W skrócie mógłbym powiedzieć: wszystko, ale polecę przykładami. Pety, skręt, fioletowy proszek do wybielania zębów, kawałek mydła, alkohol i to z pięć różnych, nawet tequilla była pita, a co. Kto bogatemu zabroni?! Ketchup, sos serowy, bilety na pociąg, liść palmowy, grudki ziemi. Wymieniać dalej?
– Niekoniecznie. Część z tych atrakcji to pewnie zanieczyszczenia ze śmietnika. Pytanie, na ile coś z tego okaże się dla nas wskazówką – rozważał Żak, pocierając coraz bardziej ociężałe powieki.
– Zostały mi jeszcze trzy, a potem zrobię dokładną analizę tych ze śladami alkoholu. Bo podobno szukamy trucizny, tak?
– Tak sądzę.
– To w kontakcie, szefuniu. I wyluzuj!
– Jasne. Bo przecież zawsze czuję luz, gdy ty tak każesz – skwitował gorzko komisarz.
W kolejnym odcinku:
- Kiedy Arkadiusz Żak znajdzie czas na drzemkę?
- Do czego służy cyflutryna?
- Ile się w Polsce czeka na wyniki sekcji zwłok i czy Otwock się w tej kwestii wyróżnia?
- Jak na wieść o śmierci ojca zareaguje Karolina Szotnicka?










