Natalia Czajka stała na klatce schodach i trzymała czubek palca przy ekranie komórki, tuż nad zieloną słuchawką. Tak bardzo nie chciała wykonywać tego telefonu! Na samą myśl o wysłuchaniu tyrady ojczyma na temat zagrożeń, płynących z pojawienia się jej nazwiska w aktach sprawy kryminalnej, poczuła w gardle gulę wielkości piłeczki golfowej. Wiedziała jednak, że jeśli nie zadzwoni, jedynie pogorszy sytuację. Krzysztof Marach nie znosił ponadprogramowych wydarzeń. Szczególnie takich, nad którymi nie miał kontroli i o których nie dowiadywał się jako pierwszy.
– No, cześć, tato – zaczęła najspokojniej, jak w danej chwili umiała.
– Nata, no! Nareszcie! Co się tam u was dzieje?! Znaleziono zwłoki? Skontaktować się z prawnikiem? Przyjechać? – Marach zasypał pasierbicę pytaniami.
– Nie ma takiej potrzeby – odparła Czajka. – Nic się nie dzieje, tato.
– To macie tego trupa w teatrze czy nie? – zniecierpliwił się.
Natalia westchnęła ciężko.
– Mamy – przyznała niechętnie.
– Czegoś tu chyba nie rozumiem. Zginął człowiek, tak? A ty mi mówisz, że nic się nie stało?! – irytacja mężczyzny rosła z sekundy na sekundę, całkiem zasadnie zresztą. Natalia musiała to przyznać. Mimo wszystko wolałaby, żeby wcale się tą sprawą nie interesował. Oraz za nic w świecie nie próbował się wtrącać.
– Mówię, że nie musisz przyjeżdżać i że nie potrzebuję prawnika – doprecyzowała.
– Skąd wiesz? Rozmawiałaś z policją?
– Tak, tato. Są tu od świtu. Trwa dochodzenie i…
– Podejrzewają morderstwo?! – coraz mniej opanowany Marach wszedł dziewczynie w słowo.
Natalia nie wiedziała, czy wolno jej odpowiadać na to pytanie. Chrząknęła więc tylko i próbowała zmienić temat.
– Może wpadnę dziś do was na kolację i wtedy porozmawiamy, zgoda? – zaproponowała.
– Może jednak przyślę ci prawnika, na wszelki wypadek… – rozważał ojciec po drugiej stronie łącza. – Wiesz, co mówią: że sprawca jest najczęściej na pierwszej stronie akt. Przesłuchiwali cię już?
– Serio, tato? Jesteś szybszy niż detektywi. W dwie minuty ze świadka zrobiłeś ze mnie podejrzaną – podsumowała Natalia gorzko.
– Córcia, przecież w ogóle nie to miałem na myśli! Chcę cię tylko chronić i…
– …przestrzegać. Tak, wiem. – Słyszała to przez ponad połowę swojego życia. Krzysztof Marach – rekin biznesu i wirtuoz zarządzania kryzysowego miał doktorat z przestrzegania. – Dziękuję – dodała. – Odezwę się potem, obiecuję.
Otwocki kryminał w odcinkach: Nazajutrz po próbie, odcinek 1
Rozłączyła się i w tym momencie usłyszała siarczysty początek przekleństwa, który padł z ust Marty Drameckiej. Natalia natychmiast pobiegła do kuchni. Komisarz Żak i jej szefowa stali tam z nietęgimi minami.
– Ekspres nie działa! – Marta sprawiała wrażenie kompletnie załamanej. Bez kawy faktycznie nie funkcjonowała najlepiej, ale jej reakcja mimo wszystko wydała się Natalii przesadzona. Arkadiusz Żak chyba uważał podobnie, bo posłał szatynce porozumiewawcze spojrzenie i lekko uniósł brwi.
– Jerzy naprawiał go zaledwie przedwczoraj – przypomniała sobie na głos Czajka. – Być może… – Kucnęła i zerknęła w głąb zmywarki. Tak jak się spodziewała, znalazła w niej blok zaparzający, który reżyser upierał się czyścić właśnie w tej sposób, wbrew zaleceniom instrukcji. Bez słowa podała część dyrektorce, a ta umieściła ją w odpowiednim miejscu urządzenia i ponownie spróbowała je uruchomić. Tym razem skutecznie.
Żak uśmiechnął się pod nosem. Jego wyobrażenie o panu Szczurze nabrało już całkiem konkretnych kształtów.
– Wczorajsza próba… – zagaił, patrząc na Natalię. – Do jakiego to spektaklu? Jeśli wolno wiedzieć.
– „Ferdydurke” – pospieszyła z odpowiedzią. – Obsada liczy niemal 30 osób. Tak dużego aktorskiego składu jeszcze nie mieliśmy – wyjaśniła, zakładając z góry, że do tego zmierzał komisarz. – Nie mam jednak pojęcia, ilu z tych ludzi było tu obecnych wieczorem. Prawdę mówiąc, nie wszystkich jeszcze kojarzę. To świeże przedsięwzięcie i póki co dość… – zawahała się. – …rotacyjne.
– Rozumiem – detektyw skinął głową.
– Komisarzu? – w drzwiach pomieszczenia stanął jeden z techników. W ręku trzymał spory woreczek strunowy, wewnątrz którego znajdował się srebrny takker.
Arkadiusz Żak przyjął filiżankę z kawą z rąk wyjątkowo stonowanej dyrektor Drameckiej, podziękował uprzejmie i wyszedł na korytarz.
– Znaleźliśmy to pod fotelem numer 8, w pierwszym rzędzie. Wygląda na to, że sprawca nie starał się go ukryć, a po prostu odrzucił – wyjaśnił mężczyzna w gumowych rękawiczkach.
– Przypadkowe narzędzie zbrodni – mruknął komisarz. Pasowało do furii, którą tu podejrzewał. Nie sądził jednak, by samo przyszycie powiek stanowiło przyczynę zgonu. A zatem zszywacz mógł okazać się jedynie narzędziem pośmiertnych tortur i niczym więcej. Istniała za to spora szansa, że znajdą na nim odciski palców. I tym faktem należało się pocieszyć.
Policjant obrócił się w stronę kobiet, które stały w przejściu tuż za nim.
– Tak, tak, nagrania z kamer – zreflektowała się Marta. – W tej chwili dzwonię do naszych operatorów.
– Byłbym wdzięczny – Żak sam poczuł, że zabrzmiało to nieco zbyt sarkastycznie, ale energiczna, ruda kobieta nawet tego nie zauważyła. Popijając americano sporymi łykami, otwierała drzwi do swojego gabinetu.
– Link. Tak, oczywiście. Dziękuję serdecznie. Przekażę. W kontakcie! – jej donośny głos rozchodził się za moment po każdym zakamarku piętra.
– Czy panu także wygląda to na działanie w afekcie? – zapytała konspiracyjnie Natalia Czajka. Żak po raz kolejny odnotował w pamięci, że ma do czynienia z wyjątkowo bystrą i spostrzegawczą kobietą. Choć robiąc to, sam wykazał się zanikiem bystrości i spostrzegawczości. Obiektywnie rzecz biorąc bowiem, nie trzeba było być alfą i omegą, żeby dojść do takich wniosków. Właściwie wystarczyła pobieżna znajomość ludzkiej natury. Przecież nie wbija się drugiemu człowiekowi zszywek w powieki w nieafektywnym stanie ducha.
Otwocki kryminał w odcinkach: Nazajutrz po próbie, odcinek 2 (pobierz)
– Trudno powiedzieć – odpowiedział mimo wszystko asekuracyjnie. – Na tym etapie pewne kwestie wydają się dziwnie losowe. Zaczynając od lokalizacji – dodał po chwili, pod czujnym wzrokiem swojej towarzyszki.
– Nawet w takich przypadkach motywy są zwykle konkretne, prawda? – zapytała raczej retorycznie. – Człowiek może robić rzeczy pochopnie, ale nigdy bez powodu.
– Nie wiem, czy nie za bardzo ufa pani w ludzkość – roześmiał się. – Ale tak, odkrycie motywu faktycznie bywa pomocne w wytypowaniu podejrzanych – przyznał z lekkim przekąsem.
– Bo sprawca jest jak jabłko i pada niedaleko od motywu, czy tak? – tym razem to ona się roześmiała. Urokliwie i swobodniej niż dotąd. Arkadiusz Żak zaś siarczyście przeklął w duchu tym samym słowem, którego przedtem nie dokończyła w kuchni dyrektorka miejskiego teatru.
W kolejnym odcinku:
- Co ujawnią nagrania z kamer?
- Kim jest dziewczyna z kwiaciarni?
- Ile nazwisk zmieści się na pierwszej stronie akt sprawy?
- Czy między komisarzem a Natalią naprawdę coś iskrzy, czy to tylko problemy z elektrycznością w budynku?
Pobierz w formacie PDF










