Otwocki kryminał w odcinkach: Nazajutrz po próbie, odcinek 1

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Zwłoki na balkonie w otwockim teatrze? Tak. Komisarza Arkadiusza Żaka także to nie ucieszyło, szczególnie że telefon przed piątą rano nie należy do ulubionych sposobów na pobudkę nawet dla tak doświadczonego detektywa. Na domiar złego to miejsce przywołuje niekoniecznie chciane wspomnienia, a osoby całego dramatu… cóż, stanowią prawdziwą galerię osobliwości.
Zapraszamy na nietuzinkową opowieść kryminalną w odcinkach z nutką humoru i sporą dawką miejskiego kolorytu. Poznajcie mrukliwego, ale przenikliwego detektywa Żaka i (nomen omen) kulisy zbrodni w pierwszej odsłonie otwockiej serii suspensowej – “Nazajutrz po próbie”.

Pierwszy odcinek – z racji na miejsce fikcyjnej (na szczęście) zbrodni – ukazał się również w styczniowym numerze “Informatora Kulturalnego”, przypominamy go jednak dla tych z Was, którzy nie mieli wówczas okazji go przeczytać. Zarówno początek opowiadania, jak i część drugą można pobrać TUTAJ w formacie PDF w retro designie i z ilustracjami Moniki Roskom.
Kolejny odcinek już za dwa tygodnie.

O autorce:

Agata Legan – dziennikarka, od niemal dwudziestu lat pisząca także dla lokalnych, otwockich czasopism, pisarka, pedagożka i promotorka kultury. Wydała dwa tomiki wierszy, ogólnopolski magazyn mody dziecięcej, kilka opowiadań, a w marcu tego roku zadebiutowała prozatorską książką “Podzwiązki”.

Strona autorska: kliknij TUTAJ


Nazajutrz po próbie, odcinek 1

SERIA SUSPENSOWA Z KOMISARZEM ŻAKIEM

Było już niemal zupełnie jasno, kiedy komisarz Arkadiusz Żak podjechał swoją bordową skodą Octavią na parking przed miejskim teatrem. Wysiadając, musiał wciągnąć brzuch, bo miejsca między nim a stojącą obok toyotą nie było zbyt dużo. Stało tam już także kilka wozów techników policyjnych, zaparkowanych nieco chaotycznie, który to widok – niezupełnie bez powodu – od razu rozdrażnił komisarza. Nacisnął kłódkę przy kluczyku i ruszył przez plac. Do jego świadomości przesączyła się nagle myśl, że nie był w tej okolicy od co najmniej sześciu miesięcy. Jesienią ubiegłego roku, wraz z żoną – obecnie byłą – przyszli tu na randkę, mającą być ostatnią deską ratunku dla ich tonącego związku. Ta jednak wbrew oczekiwaniom odpłynęła bez pasażerów. Co oni wtedy oglądali? „Historie dwóch serc”, zdaje się. Stopniowo uświadamiali sobie, jak daleko od siebie dryfują i jak trudno im odnaleźć dawną przyjemność ze wspólnego spędzania wieczoru. Choćby okoliczności były ku temu jak najbardziej sprzyjające. Mężczyzna przypomniał sobie smak rozczarowania, smutne zielone oczy Anity i zawdzięczany reakcji Maillarda karmelowo-słodowy zapach z pobliskiej piekarni, który wpadł w nozdrza, jakby oferując mu spóźnione pocieszenie. Westchnął, a potem wchłonął głębiej powietrze. Pachniało równie słodko i zwodniczo jak wówczas, niestety.

Na placu obok rampy stały dwie ciężarówki ze sprzętem ekipy filmowej, która w ten wyjątkowo chłodny majowy poranek przyjechała tu kręcić reklamę w godzinach absolutnej nieświadomości dla przeciętnego zjadacza chleba. Dochodziła piąta.

– Kto znalazł ciało? – zapytał Żak rzeczowo natychmiast po wymieniu standardowych powitań i uprzejmości z obecnymi w przeszklonym foyer osobami. Jego słowa odbiły się echem od pustych, szarych ścian, przez co zabrzmiały znacznie głośniej niż zamierzał. Dwóch młodych mężczyzn w czarnych dresach i dziewczyna o aparycji nastolatki automatycznie obrócili głowy w kierunku bladej wysokiej szatynki, która przed momentem otwierała mu drzwi.

– Ja – powiedziała cicho i przygryzła dolną wargę. Wyglądała jakby cała ta sytuacja mocno ją krępowała. Żak odnotował ten bezwiedny gest w myślach, wiedział już bowiem, że będzie musiał przeprowadzić z tą kobietą więcej niż jedną rozmowę. Czuł, że powinien się przede wszystkim jak najszybciej dowiedzieć, co dokładnie wprowadziło ją w tak niekomfortowy stan ducha. Ponieważ powątpiewał, by było to wyłącznie odkrycie trupa.

– Zacznijmy zatem od początku – zaproponował, siląc się na półuśmiech i łagodniejszy ton. – Rozumiem, że to pani otwierała budynek?

– Tak – nadal mówiła bardzo cicho, ale nieco się wyprostowała. To także komisarzowi nie umknęło. Jej pewność siebie wyraźnie wzrastała wraz z poczuciem ważności. Nie zamierzał jej go odbierać. Wręcz przeciwnie! Był pewien, że jeśli tylko zarezerwuje dla niej odpowiednią pozycję, kobieta okaże się cennym świadkiem i dostarczy mu wielu istotnych informacji.

– O której godzinie?

– Było dokładnie trzy po czwartej. Obawiałam się większego spóźnienia, więc wciąż patrzyłam na zegarek – wyjaśniła. Zdawała się opanowana i logiczna, jednak jej dłoń nadal nerwowo ściskała klamkę, jakby w obawie, że zamknięcie drzwi za komisarzem policji ostatecznie i nieodwracalnie przypieczętuje to, co się stało.

– Jak się pani nazywa? – zmienił na chwilę temat, ale miał w tym cel.

– Natalia Czajka – odpowiedziała szybko, kolejny raz wywołując zgrzytnięcie w mechanizmie detektywistycznej podejrzliwości Żaka. Dlaczego zabrzmiało to raczej jak pseudonim?

– Pani Natalio – zaczął mimo wszystko. – Będę oczywiście chciał, aby przybliżyła mi pani krok po kroku bieg porannych wydarzeń. Zanim jednak do tego przejdziemy, proszę mi powiedzieć, czym się pani zajmuje – mówił do niej jak do dziecka u progu ataku paniki. Nie spodziewał się po niej co prawda tego typu gwałtownych reakcji, ale wolał uniknąć paru asekuracyjnych kłamstw, po które na pewno sięgnęłaby w poczuciu zagrożenia.

– Charakteryzacją, kostiumami, cateringiem… Zapleczem sceny, najogólniej rzecz ujmując.

Komisarz uniósł brwi. Zakres jej obowiązków również nie brzmiał wiarygodnie! Czy była to tylko jego nadmierna czujność, kwestia maniery w jej głosie, czy faktycznie trafił na osobę, ukrywającą się za fasadą? Rzucił okiem na własne odbicie w szklanej ścianie. Czy miał prawo ją oceniać, skoro sam starannie zbudował swoją nową postać: markotnego rozwodnika z trzytygodniowym zarostem i ośmioma kilogramami nadwagi?

– Dziękuję – rzekł uprzejmie. – Zatem chwilę po czwartej weszła pani do teatru. Którędy?

– Tylnym wejściem. – Natalia puściła w końcu za sobą ciężkie drzwi i wskazała kierunek po przeciwnej stronie foyer. Komisarz dał jej gestem znać, że tam właśnie chciałby się udać. Przeszli przez salę teatralną i wyszli na wprost kawiarenki, następnie skręcili w lewo i znaleźli się w wąskim korytarzu przy garderobach. Na słupie obok schodów, wiodących na piętro, komisarz Żak dostrzegł otwarty panel systemu alarmowego.

– Wpisała pani kod?

– No, właśnie… – Kobieta wyraźnie się zmieszała. – Rzecz w tym, że nie musiałam. Alarm był już wyłączony i normalnie wydało by mi się to dziwne, tyle że wczoraj…

– Tak? – Żak spróbował zachęcić ją do kontynuowania.

– Późnym wieczorem teatr zamykał Jerzy Szczur. Miał próbę jako ostatni. To jeden z naszych reżyserów. Człowiek doświadczony, ale nieszczególnie… – zawahała się. – …uważny – dokończyła dyplomatycznie.

– Rozumiem – komisarz posłał jej niemal pełen uśmiech. – Uznała pani, że zapomniał go włączyć, czy tak?

– Cóż, tak właśnie pomyślałam. Nawet mnie to zirytowało – przyznała jakby ze wstydem.

– Alarmem zajmiemy się za moment – zdecydował. – Co zrobiła pani potem?

– Poszłam od razu na górę, do kuchni, ponieważ miałam ze sobą ciężki karton z kanapkami dla gości – tłumaczyła, pokonując po dwa stopnie na raz. – Wstawiłam wodę na herbatę i opróżniłam zmywarkę. Miałam wrócić na dół, gdy zauważyłam otwarte wejście na balkon. – Uniosła brodę w stronę ostatnich drzwi po prawej, przy których teraz stały skrzynki laborantów. – Właściwie nie musiałam ich zamykać, jednak… Sama nie wiem. Po prostu tam poszłam – ucichła i spuściła wzrok.

– Pozwoli pani – Żak odezwał się dopiero po paru sekundach. Zdecydowanym krokiem wyprzedził swoją bladą przewodniczkę i podszedł do techników. Przywitał się z nimi miło lecz zdawkowo, nie chcąc odrywać ich od pracy, wsunął rękę do kieszeni skórzanej kurtki i wyjął z niej czarne gumowe rękawiczki. Założył je, a następnie ostrożnie zajrzał do środka. Wokół ciała trwało zbieranie śladów, więc póki co zdołał zobaczyć jedynie czarne sportowe buty i jeansy. Z rozmowy telefonicznej, którą odbył trzydzieści minut wcześniej, wiedział, że ofiarą jest mężczyzna, na oko po czterdziestce i że tu nie pracował. Nic ponadto. Uwagę detektywa przykuło coś innego – mrugnięcie czerwonej lampki w odległym rogu balkonu.

– Czy tu są kamery? – zwrócił się do Natalii Czajki, która zdążyła podejść bliżej miejsca zbrodni.

– Tu wszędzie są kamery – odrzekła urażona jego nieświadomością.

– Działają?

– Oczywiście! – Kobieta była oburzona na samo przypuszczenie, że placówka kultury stosuje atrapy.

– To powinno znacznie ułatwić sprawę – uciszył się komisarz pod nosem. Jeden z techników obrócił się rozbawiony w jego stronę i tym samym odsłonił zwłoki, leżące między balustradą a pierwszym rzędem foteli. Arkadiusz Żak zawiesił na nich swoje wnikliwe spojrzenie. Powoli docierało do niego, na co patrzy.

W kolejnym odcinku:
Na co patrzy komisarz Arkadiusz Żak?
Kim NAPRAWDĘ jest Natalia Czajka?
Kto wyłączył alarm w teatrze?
Jakiego koloru są oczy ofiary i co to ma w ogóle do rzeczy?

Facebook
Twitter
Scroll to Top