Otwock: 71 proc. dzieci oddaje posiłek. Ministerialna dieta ląduje w koszu?

Miała być zdrowsza szkoła, więcej warzyw, mniej cukru i bardziej urozmaicone posiłki. Po niespełna trzech tygodniach obowiązywania nowych zasad żywienia Otwock postanowił jednak sprawdzić coś, czego nie da się wyczytać z ministerialnego rozporządzenia: czy dzieci rzeczywiście chcą te posiłki jeść. Wyniki ankiety przeprowadzonej wśród rodziców są bardzo wyraźne. W szkołach aż 71 proc. respondentów zadeklarowało, że ich dziecko nie zjadło podanego dania przygotowanego na bazie roślin strączkowych.

Od 1 września 2026 roku szkoły i przedszkola w całej Polsce funkcjonują według nowych zasad żywienia. Wprowadziło je rozporządzenie Ministra Zdrowia z 16 lutego 2026 roku, które zastąpiło przepisy obowiązujące od 2016 roku. Ministerstwo tłumaczyło zmianę potrzebą poprawy jakości żywienia dzieci, ograniczenia nadmiaru cukru, soli i tłuszczu oraz zwiększenia udziału warzyw, owoców i produktów roślinnych. Przepisy weszły w życie wraz z początkiem obecnego roku szkolnego.

Nowe regulacje bywają określane w debacie publicznej mianem „diety planetarnej”, choć warto zaznaczyć, że takiego pojęcia nie ma w samym rozporządzeniu. Akt prawny określa natomiast konkretne wymagania dotyczące szkolnego i przedszkolnego menu. Jednym z najbardziej zauważalnych jest obowiązek uwzględnienia co najmniej raz w tygodniu obiadu opartego na nasionach roślin strączkowych, bez dodatku produktów pochodzenia zwierzęcego. Większą rolę mają odgrywać również warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste i ryby.

Odpowiedziało ponad 1100 osób

Urząd Miasta Otwocka postanowił sprawdzić, jak nowe menu zostało przyjęte przez samych zainteresowanych. Ankietę przeprowadzono wśród rodziców dzieci uczęszczających do wszystkich dziewięciu miejskich szkół. Odpowiedziało 1148 osób, co odpowiada mniej więcej jednej trzeciej liczby uczniów. To nie jest reprezentatywne badanie naukowe wszystkich dzieci w mieście, lecz przy tak dużej liczbie odpowiedzi trudno również uznać jego wyniki za marginalny sygnał.

Aż 93 proc. uczestników badania zadeklarowało, że ich dzieci korzystają ze szkolnych obiadów regularnie, kolejne 1 proc. – sporadycznie. Rodzice zostali zapytani między innymi o dania przygotowywane na bazie soczewicy, fasoli czy ciecierzycy. Tylko 17 proc. stwierdziło, że takie potrawy smakują ich dzieciom – 4 proc. odpowiedziało „zdecydowanie tak”, a 13 proc. „raczej tak”. Negatywną ocenę wystawiło natomiast 74 proc. respondentów, w tym aż 43 proc. wybrało odpowiedź „zdecydowanie nie”.

Jeszcze ciekawsze jest jednak pytanie nie o deklarowany smak, ale o to, co rzeczywiście stało się z obiadem. Zaledwie 20 proc. rodziców zadeklarowało, że ich dziecko zjadło posiłek przygotowany na bazie roślin strączkowych. Aż 71 proc. odpowiedziało, że dziecko dania nie zjadło i je oddało.

Kotlet z soczewicy zdecydowanym przegranym

Otwockie badanie pozwala zajrzeć jeszcze głębiej do szkolnych talerzy. Okazuje się bowiem, że nie wszystkie dania bezmięsne są przez dzieci traktowane jednakowo. Problemem nie musi być zatem samo ograniczenie mięsa, lecz również to, czym mięso zostaje zastąpione i w jaki sposób nowa potrawa jest przygotowana.

Wśród badanych uczniów jedną z najlepiej ocenionych propozycji stanowiły makaron z białym serem oraz kotlecik jajeczny – w badanej szkole uzyskały 30,6 proc. pozytywnych opinii. Na drugim biegunie znalazły się kotlety z soczewicy. W ich przypadku aż 91,2 proc. odpowiedzi w badanej placówce było negatywnych.

To istotna różnica, ponieważ pokazuje, że sporu o szkolne żywienie nie da się sprowadzić do prostego podziału „mięso kontra warzywa”. Dzieci mogą akceptować część dań bezmięsnych, jednocześnie zdecydowanie odrzucając inne. Jeżeli celem nowych przepisów jest nie tylko stworzenie zgodnego z normami jadłospisu, ale również kształtowanie zdrowych nawyków, smak i sposób przygotowania potraw stają się równie ważne jak ich skład.

Nie tylko strączki

Niewiele lepiej wyglądają wyniki dotyczące pozostałych nowych posiłków bezmięsnych, przygotowywanych między innymi z produktów zbożowych i warzyw. Według 21 proc. rodziców takie potrawy smakują ich dzieciom, natomiast 72 proc. respondentów wyraziło przeciwną opinię.

Różnicę widać także przy pytaniu o faktyczne spożycie obiadu. 26 proc. rodziców zadeklarowało, że dziecko zjadło podany posiłek, natomiast 66 proc. wskazało, że go nie zjadło i oddało.

Szczególnie ważne może być jednak pytanie o uczucie sytości. Według zaledwie 24 proc. ankietowanych ich dzieci są najedzone po nowych posiłkach. Aż 71 proc. rodziców odpowiedziało przeciwnie – 38 proc. „zdecydowanie nie”, a 33 proc. „raczej nie”. Trzeba przy tym pamiętać, że są to deklaracje rodziców dotyczące odczuć dzieci, a nie pomiar rzeczywistej wartości energetycznej posiłków. Same przepisy określają bowiem również wymagania energetyczne – jednodaniowy obiad powinien zapewniać około 20 proc. dziennego zapotrzebowania energetycznego, a dwudaniowy około 30 proc.

Dwie trzecie rodziców: wcześniej było lepiej

Rodzice zostali również poproszeni o porównanie tegorocznego menu z posiłkami serwowanymi w poprzednim roku szkolnym. Wynik jest dla nowych jadłospisów niekorzystny. 67 proc. respondentów odpowiedziało, że ich dzieci oceniają obecne szkolne posiłki gorzej niż rok wcześniej. 16 proc. nie zauważyło większej różnicy, a jedynie 4 proc. uznało nowe posiłki za lepsze.

Te dane nie dowodzą oczywiście, że wcześniejsza dieta była zdrowsza. Pokazują jednak problem, z którym będą musiały zmierzyć się szkoły, samorządy i autorzy nowych regulacji. Nawet najlepiej zbilansowany na papierze obiad nie spełni swojego zadania, jeżeli duża część uczniów pozostawi go na talerzu.

Przedszkolaki reagują inaczej

Co ciekawe, zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja w otwockich przedszkolach. Miasto przeprowadziło osobną ankietę wśród 560 rodziców dzieci uczęszczających do 14 miejskich placówek, czyli opiekunów około 45 proc. wszystkich przedszkolaków. Wyniki nadal trudno nazwać entuzjastycznymi, ale są wyraźnie lepsze niż w szkołach.

Potrawy przygotowane na bazie nasion roślin strączkowych smakują dzieciom według 39 proc. ankietowanych rodziców, podczas gdy 58 proc. ocenia ich przyjęcie negatywnie. Jednocześnie 45 proc. rodziców zadeklarowało, że dziecko zjadło podany posiłek, a 47 proc., że tego nie zrobiło. W przypadku pozostałych dań bezmięsnych proporcje są jeszcze korzystniejsze: według 46 proc. respondentów dzieci je lubią, a 53 proc. wskazało, że dziecko faktycznie zjadło podany posiłek.

Także tutaj ogromne znaczenie ma jednak konkretna potrawa. W jednym z przedszkoli makaron ze szpinakiem i serem oraz kluski leniwe zebrały aż 86,7 proc. pozytywnych opinii. Z kolei zupa z soczewicy i pasta z ciecierzycy uzyskały 81 proc. ocen negatywnych.

Zdrowe jedzenie… musi jeszcze zostać zjedzone

Ministerstwo Zdrowia argumentuje, że nowe przepisy mają poprawić sposób żywienia dzieci i kształtować prawidłowe nawyki już od najmłodszych lat. Z punktu widzenia dietetycznego zwiększenie udziału warzyw i produktów roślinnych, ograniczenie nadmiaru cukru, soli czy wysoko przetworzonej żywności ma swoje uzasadnienie.

Otwockie badanie pokazuje jednak drugą stronę reformy. Można stworzyć jadłospis spełniający wszystkie normy żywieniowe, ale jeżeli siedmiu na dziesięciu ankietowanych rodziców mówi, że dziecko oddało danie ze strączków, pojawia się bardzo praktyczny problem: zdrowy posiłek pozostawiony na talerzu nie ma żadnej wartości odżywczej dla ucznia.

Nie oznacza to automatycznie, że należy wrócić do starego menu. Wyniki z przedszkoli, a także duże różnice pomiędzy ocenami poszczególnych potraw pokazują coś znacznie ciekawszego: problemem może być nie sam kierunek zmian, ale sposób ich przełożenia na konkretne dania, receptury i smaki akceptowane przez dzieci. Makaron ze szpinakiem może zniknąć z talerza, podczas gdy kotlet z soczewicy zostanie niemal nietknięty.

I być może właśnie to jest najważniejszy wniosek z otwockiej ankiety. Po pierwszych tygodniach nowych zasad warto już nie tylko sprawdzać, czy szkolny jadłospis zgadza się z ministerialnym rozporządzeniem. Warto również sprawdzić, ile przygotowanego jedzenia rzeczywiście trafia do dzieci, a ile – zamiast budować zdrowe nawyki – trafia do pojemników na odpady.

Facebook
Twitter
Scroll to Top