O 17:55 na komisariacie było już niemal zupełnie pusto. Pomału cichły szmery tego zdecydowanie przydługiego dnia, a Arkadiusz Żak myślami uciekał już do swojej kawalerki i do herbaty z rumem, od miesięcy tradycyjnie pomagającej mu zasnąć. Tego wieczoru będzie potrzebował znieczulenia bardziej niż zwykle. Szczególnie, że Natalia Czajka nie odebrała od niego telefonu, a na wiadomość z prośbą o określenie swojego miejsca pobytu w czasie zgonu ofiary, odpisała sucho: Lokomotywa, 20:03 – 21:21, randka. Wnioskując po długości, raczej nieudana. Albo wręcz przeciwnie. Tak czy siak owa wiedza pozostawiła w Arku pewien duchowy dyskomfort.
Sierżant Klicki od paru minut przeglądał portale newsowe, sprawdzając nie tylko zamieszczoną na nich informację o zdarzeniu (większość dziennikarzy cytowała rzecznika Adama Maderę na zasadzie kopiuj-wklej), ale także udostępnienia i komentarze, które potrafiły być źródłem ciekawych powiązań. Zwłaszcza w kontekście informacji o możliwym przełomie w karierze logistyka. Cisza, panująca w pokoju 203, miała teraz inny ciężar – nie była pełna napięcia, a raczej skupienia i przekonania, że obrany tor działania – choć póki co niezbyt efektywny – w końcu przyniesie rezultaty.
Karolina Szotnicka pojawiła się w przestrzeni między biurkami policjantów niemalże bezszelestnie. Obaj panowie spojrzeli na tę młodą dziewczynę zaskoczeni, jakby nie mieli pewności, czy nie jest ich współdzieloną halucynacją. Miała na sobie prostą lnianą sukienkę w kolorze wiśniowym, a jej krótkie ciemne włosy przylegały gładko do policzków. W jej smukłej, spokojnej twarzy faktycznie było coś nierzeczywistego i to nie tylko przez heterochromię, którą Żak bezbłędnie rozpoznał (choć Karolina – inaczej niż jej ojciec – miała jedno oko miodowe, a drugie stalowo-szare). Uderzający był sposób, w jaki patrzyła: uważnie, bez lęku. Wydawała się przez to – o czym komisarz pomyślał raczej ze smutkiem – znacznie dojrzalsza i poważniejsza niż inne dziewiętnastolatki.
– Karolina Szotnicka. Dzień dobry. – Skinęła nieznacznie głową.
– Dzień dobry – uprzejmie odpowiedział detektyw.
– Dzień dobry – zawtórował Klicki, zaskakująco piskliwie, i wskazał gościowi krzesło przy biurku partnera. Dziewczyna zajęła pozycję tak dostojną, jakby zasiadała do gry na fortepianie, nie zaś rozmowy o zagadkowej śmierci swojego ojca.
– W czym konkretnie mogę panom pomóc? – zapytała wprost, idealnie wyważonym głosem.
– Kiedy po raz ostatni widziała się pani z ojcem? – Komisarz celowo zmodyfikował pytanie, które zadał jej przez telefon.
– Nie pamiętam dokładnie. Jak mówiłam, od dawna nie mieliśmy relacji. – Zawiesiła wypowiedź, jakby chciała ją na tym zakończyć, ale Żak przeczuwał, że warto poczekać na ciąg dalszy. Opuścił rękę wzdłuż biurka i lekko uniesionym palcem wskazującym dał znać Piotrowi, by także wstrzymał się z komentarzem. Karolina milczała przez kilka długich sekund. – Dzwonił, gdy byłam młodsza. Dość często. Poza tym jednak… Od rozwodu nieszczególnie zabiegał o kontakty. Płacił alimenty – dodała, jakby to go nieco rehabilitowało. Zapewne w jej mniemaniu tak zresztą było. – Przekazywał prezenty na święta, ale… Właściwie nie znałam go dobrze. Wymienialiśmy jakieś uprzejmości.
– Hmm – elokwentnie podsumował Klicki.
– Próbowałam sobie przypomnieć to ostatnie spotkanie, naprawdę – zapewniła, patrząc kolejno w oczy obu mężczyznom. Uczynnie skinęli, sygnalizując, że jej wierzą. – Minęły ponad dwa lata i nie było to… znaczące.
– Czy rozmawiała pani z kimś o tacie? Może docierały do pani mimo wszystko jakieś wieści na jego temat? – Komisarz spróbował innego podejścia.
– Cóż… – Szotnicka skanowała swoje zasoby wiedzy o rodzicu, przy czym nie dało się nie dostrzec, że bardzo nie chciała mówić o nim źle czy stawiać go w niezbyt korzystnym świetle. Dokonanie wyboru samych właściwych słów i informacji stanowiło jednak dla tej młodziutkiej dziewczyny spore wyzwanie. – Tata był osobą z wieloma pomysłami na siebie. Słyszałam, że się angażował, pomagał. Nie wiem, ile w tym prawdy.
– Angażował w co? – Klicki postanowił doprecyzować to ładne określenie. Spodziewał się usłyszeć coś o społecznej aktywności ofiary czy jego planach na start w lokalnych wyborach, ale dla córki Szczepana rozpolitykowanie ojca nie miało większego znaczenia. Jej zawód dało się za to usłyszeć bez pudła, gdy wyznała:
– Podobno pomógł jakiejś… dziewczynie, w moim wieku. Stanął w jej obronie, odzyskał dla niej pieniądze od nieuczciwego szefa, czy coś w tym stylu. Chyba podobała mu się rola bohatera.
Żak szybko coś zanotował i natychmiast z powrotem skupił się na swojej rozmówczyni. Doskonale wiedział, skąd w niej ten żal i ból, którego starała się nie okazać. Nie mogła mieć ojcu za złe jako takiego bohaterstwa, ale fakt, że dotyczyło innej młodej panny – już tak.
– Czy ktoś mógł mu źle życzyć? – Komisarz delikatnie zmienił kurs.
– Nie wiem. – Szotnicka splotła dłonie na kolanach i przez chwilę nerwowo obracała na nadgarstku sznureczek z srebrną koniczynką. – Pracuję w dworku „Nad brzegiem Świdra” – powiedziała nagle, a policjanci zrozumieli, że podaje im swoje alibi. – Wczoraj miałam zmianę do 23:00. Właścicielka i menadżer sali mogą to potwierdzić. Mamy też monitoring przy wejściu dla personelu.
– Nie ma takiej potrzeby – zapewnił ją Arkadiusz. – Ale dziękuję za wyjaśnienia.
– Czy mogę już iść? Za dziesięć minut mam autobus.
– Oczywiście.
Po jej wyjściu przez dłuższą chwilę nikt się nie odezwał.
– Kurka… – westchnął w końcu Piotr. – Dlaczego czuję się jak przejechany przez pociąg?
– Ty naprawdę się zapisz do tego teatru! – ofukał go starszy kolega. – Ta krucha dziewczyna przez większość swojego życia musiała być prawdopodobnie twardsza niż chciała, i niż powinna. Na dodatek dziś zamordowano jej ojca, z którym się nie zdążyła ułożyć. Ale to ciebie, biedaku łysy, przejechał pociąg!
– Szit! – krzyknął Klicki. Nie była to jednak reakcja na przytyk, a na to, co właśnie zobaczył na ekranie swojego komputera. Dokładnie dwie minuty i czternaście sekund temu z anonimowego konta nr 574 na fanpage miasta Otwock oraz – równocześnie – lokalnej gazety wstawiono zdjęcie ofiary, przedstawiające ni mniej ni więcej tylko jej pośmiertny portret z przerażająco zastygłymi oczami i widocznymi zszywkami w powiekach.
– Czy te strony nie mają żadnej moderacji?! – Sierżant był więcej niż wściekły.
– Dzwonię do Grodeckiej. Trzeba to usunąć – zdecydował równie przejęty Żak. – A ty leć do Olki. Niech namierza tego skretyniałego anonima.
Dwa razy nie trzeba było Piotrowi powtarzać.
Ela także natychmiast przystąpiła do działania.
Komisarz pochylił ekran laptopa kolegi, by wyraźniej widzieć i powiększył zdjęcie, którego nikt postronny nie powinien oglądać. Ale na to było już za późno. Żółta emotka z łezką została kliknięta 39 razy, czerwona ze zmarszczonymi brwiami – 11, a nowe reakcje i wpisy pod postem pojawiały się średnio co pół sekundy. Żak zapisał kopię fotografii na pulpicie i ponownie przyjrzał się ujęciu. Nie sądził, by wykonał je ktokolwiek z ekipy technicznej, nawet jeśli akurat mieliby na składzie żółtodzioba. Ponadto cera Szczepana Szotnickiego wydawała się być jakby żywsza, może nawet zarumieniona, a na pewno nie tak blada jak rano, gdy został znaleziony. Czy to możliwe, że zrobił je zabójca? Tylko po co? Na chorą pamiątkę? Czy aby rzucić je facebookowym hienom? Takie zachowanie wskazywałoby ponownie na motyw osobistej wendety. Tym ważniejsze było zatem jak najszybsze określenie, skąd zostało wysłane. Żak przescrollował kciukiem do sekcji komentarzy i zaczął czytać, jakby śledził tropy. Były to głównie kondolencje i życzenia wiecznego odpoczynku, kilka wyrażonych obaw o przyszłość i bezpieczeństwo w mieście, złowieszcze hasła o grasującej na wolności bestii w ludzkiej skórze oraz niemało sączącego się jadu.
O, proszę, zginął nam miłościwie nad niczym niepanujący Książę pustych obietnic!
Mówiło się o nim Szczepan Złotousty.
Nie dałam rady go słuchać nawet na grillu u sąsiada. Ale ładny chłopak był, to trzeba mu przyznać.
Arkadiusz wykonał zapobiegliwie kilka zrzutów ekranu, wynotował sobie kilka nazwisk osób do przesłuchania i zamknął laptopa z uczuciem maksymalnego zmęczenia.
– No, i po kampanii — mruknął do siebie.
Teraz to już naprawdę, ponad wszystko potrzebował tego earl gray’a z prądem oraz snu. Sporej, kilkugodzinnej dawki. Wstał, zdjął kurtkę z oparcia i ruszył do wyjścia. Pstryknął wyłącznik światła i zamknął za sobą drzwi. Z końca pustego hallu dobiegł go śmiech sierżanta Klickiego. Wahał się, czy do niego nie podejść, ale uznał, że zadzwoni już z samochodu.
Nie dotarł jednak daleko, bo z gabinetu po prawej wyszła naczelniczka, tym razem przyodziana w szpilki i z miną, zwiastującą gradobicie.
– Nie uwierzysz – jęknęła. – Marysia Bordova zaginęła. Dziewczyna z teatru, z tej grupy.
– Kto to zgłosił?
– Rzecz w tym, że nikt. Jest pełnoletnia.
– To skąd… – Żak nie dokończył pytania, bo Grodecka już tłumaczyła:
– Ma konto na Instagramie. Czujna jak bąk Rosiczka zauważyła, że znajomi próbują się z nią od wczoraj skontaktować i nic, bez skutku. Ponoć na esemesa z wezwaniem na przesłuchanie też nie zareagowała. Kolejny dziwny przypadek czy przełom w sprawie? – Zastanowiła się na głos.
– W tym przypadku wolałbym przypadek – pomyślał detektyw.
W kolejnym odcinku:
Skąd w Otwocku cosa nostra i modus operandi?
Jakie wrażenie zrobi na Arkadiuszu Gabriela Bordova?
Czego dowie się Natalia Czajka podczas rodzinnej kolacji?
Czego Żak dowie się o rumie?










