Kryzys finansowania oświaty. Czy prywatne szkoły rozwiążą problem?

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W powiecie otwockim, podobnie jak w całej Polsce, oświata zmaga się z poważnymi problemami systemowymi. Brak pieniędzy prowadzi do łączenia klas, ograniczania zajęć pozalekcyjnych i przerzucania coraz większych kosztów na samorządy. W obliczu rosnącej luki finansowej część gmin apeluje o możliwość powoływania szkół prywatnych, które mogłyby odciążyć lokalne budżety. Ministerstwo Edukacji pozostaje jednak nieugięte, powołując się na konstytucyjne prawa rodziców. Czy zatem przyszłość polskiej edukacji to wspólny system dla wszystkich, czy raczej dwa światy – szkół publicznych i prywatnych?

Oświata pod finansową presją

W powiecie otwockim oświata od dawna mierzy się z problemami systemowymi. W wielu szkołach dochodzi do łączenia klas, by zmniejszyć koszty zatrudnienia nauczycieli. Brakuje pieniędzy na zajęcia pozalekcyjne, a koła zainteresowań, które jeszcze kilka lat temu były standardem, dziś często działają wyłącznie dzięki zaangażowaniu rodziców lub lokalnych stowarzyszeń. Samorządy są zmuszone do przesuwania wydatków z innych obszarów – infrastruktury drogowej, kultury czy sportu – aby szkoły mogły funkcjonować na podstawowym poziomie.

W budżecie Otwocka na 2022 rok tylko na szkoły podstawowe przeznaczono blisko 9,7 mln zł. Warto podkreślić, że w skali całego miasta i powiatu wydatki na oświatę pochłaniają największą część budżetu bieżącego – często przekraczając 40 proc. wszystkich wydatków. To oznacza, że każda złotówka przeznaczona na edukację ogranicza możliwość inwestowania w inne lokalne potrzeby.

Problem nie dotyczy jednak wyłącznie Otwocka. W całym kraju luka między kosztami utrzymania szkół a subwencją oświatową wynosi około 40 mld zł. Subwencja nie uwzględnia rosnących kosztów energii, wynagrodzeń czy inflacji, przez co gminy zmuszone są do dokładania własnych środków. Związek Miast Polskich wskazuje, że sytuacja stała się na tyle krytyczna, iż w niektórych regionach samorządy finansują nawet 60–70 proc. kosztów edukacji z własnych budżetów. To powoduje narastające napięcia i poczucie, że system edukacyjny został zepchnięty na skraj zapaści.

Apel samorządów

Wobec narastających problemów finansowych część samorządów zaczęła apelować o przyznanie im prawa do wydawania zezwoleń na powstawanie szkół, przedszkoli i placówek niepublicznych. Dziś decyzje w tej sprawie zapadają na poziomie centralnym, co zdaniem władz lokalnych ogranicza możliwość elastycznego kształtowania sieci edukacyjnej w odpowiedzi na potrzeby mieszkańców. Samorządy argumentują, że to one najlepiej znają realia demograficzne i społeczne – wiedzą, gdzie brakuje miejsc w przedszkolach, które szkoły są przepełnione, a które zmagają się z malejącą liczbą uczniów.

Apel ten ma też wymiar finansowy. Gminy i powiaty podkreślają, że utrzymanie sieci szkół publicznych staje się coraz trudniejsze, a placówki niepubliczne – finansowane częściowo przez rodziców – mogłyby odciążyć lokalne budżety. Samorządy zwracają uwagę, że dzięki większemu wpływowi na liczbę i lokalizację szkół prywatnych można by tworzyć zrównoważoną ofertę edukacyjną: publiczną, dostępną dla wszystkich, oraz niepubliczną, odpowiadającą na bardziej indywidualne potrzeby rodzin.

Szkoły prywatne – szansa czy zagrożenie?

Pomysł budzi jednak skrajne opinie i dzieli środowisko edukacyjne. Zwolennicy wskazują, że szkoły prywatne mogą realnie odciążyć gminy finansowo, przejmując część obowiązków edukacyjnych i zmniejszając presję na lokalne budżety. Dla rodziców byłaby to także szansa na wybór innego modelu kształcenia – bardziej elastycznego, nowoczesnego, czasem nastawionego na rozwój indywidualnych talentów czy języków obcych. Placówki niepubliczne, dysponujące większą swobodą organizacyjną, mogłyby wprowadzać innowacyjne metody nauczania i szybciej dostosowywać programy do zmieniających się potrzeb rynku pracy.

Krytycy ostrzegają jednak, że masowe powstawanie szkół prywatnych może pogłębić już istniejące podziały. Rodziny zamożniejsze zyskają dostęp do placówek dobrze wyposażonych, o mniejszych klasach i bogatszej ofercie zajęć dodatkowych, podczas gdy dzieci z mniej zamożnych domów pozostaną w szkołach publicznych, które już dziś borykają się z brakami kadrowymi i chronicznym niedofinansowaniem. Publiczna edukacja, zamiast pełnić rolę fundamentu równości, mogłaby stać się instytucją „drugiego wyboru” – dla tych, którzy nie mają możliwości finansowych, by zapewnić dzieciom lepszy start. W efekcie powstałby system edukacji „dwóch prędkości”, w którym szanse rozwoju najmłodszych zależałyby nie od zdolności, lecz od statusu ekonomicznego rodziny.

Stanowisko resortu

Ministerstwo Edukacji Narodowej nie przychyliło się do postulatów samorządów. Jak podkreślono w komunikacie, „nie mogły być one pozytywnie rozpatrzone”. Oznacza to, że resort konsekwentnie odrzuca pomysł przeniesienia na władze lokalne kompetencji w zakresie decydowania o powstawaniu placówek prywatnych.

Wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer wyjaśniła, że ministerstwo „nie prowadzi prac nad projektami przypisującymi organom samorządowym uprawnienia umożliwiające wyznaczanie lokalnych granic dla powstawania i działania edukacji niepublicznej”. Jej zdaniem takie rozwiązanie stałoby w sprzeczności z konstytucją, która gwarantuje rodzicom prawo wyboru placówki edukacyjnej – zarówno publicznej, jak i prywatnej. Lubnauer podkreśliła, że wolność ta została wpisana do katalogu podstawowych praw rodzicielskich, a tym samym jest chroniona przepisami najwyższej rangi.

„Właściwe tu postanowienie ustrojowe należy identyfikować w grupie najistotniejszych rozstrzygnięć jakościowych w edukacji, zapewniających systemowe warunki dla powstawania i działania (…) koncepcji i idei kształcenia, innych niż gwarancyjne, wystandaryzowane (edukacja publiczna), decydując tym samym również o głęboko merytorycznym wymiarze tego rozstrzygnięcia” – dodała wiceministra.

W praktyce oznacza to, że MEN stawia na równoległe funkcjonowanie dwóch sektorów – publicznego i niepublicznego – bez możliwości ograniczania tego drugiego przez samorządy. Z jednej strony chroni to prawa rodziców do wyboru szkoły zgodnie z własnymi przekonaniami i oczekiwaniami. Z drugiej jednak wprowadza pytanie, czy w sytuacji dramatycznego niedofinansowania szkół publicznych, otwarta droga do rozwoju edukacji prywatnej nie przyspieszy systemowego rozwarstwienia.

Przestrzeń do dyskusji

Dane finansowe są nieubłagane – subwencja oświatowa od lat nie pokrywa realnych kosztów utrzymania szkół, a samorządy zmuszone są dopłacać z własnych budżetów coraz większe środki, często kosztem innych inwestycji lokalnych. W praktyce oznacza to rezygnację z remontów dróg, ograniczenia w kulturze czy sporcie, a nawet cięcia w opiece społecznej, byle tylko szkoły mogły funkcjonować. Związek Miast Polskich od lat apeluje o radykalne zwiększenie nakładów na edukację, wskazując, że obecna luka – szacowana na ok. 40 mld zł rocznie – grozi dalszą zapaścią sektora publicznego i paraliżem wielu samorządów.

Eksperci podkreślają, że problem nie leży w samym istnieniu edukacji prywatnej, lecz w słabości finansowej szkół publicznych. Te zamiast konkurować jakością oferty, zmuszone są do oszczędności, ograniczania zajęć dodatkowych i łączenia klas. W efekcie nauczyciele odchodzą tam, gdzie warunki są lepsze – do placówek prywatnych – co dodatkowo osłabia kadrowo sektor publiczny. To rodzi ryzyko powstania „spirali kryzysu”: im gorsza sytuacja finansowa, tym niższy poziom kształcenia, a im niższy poziom, tym większy odpływ uczniów i nauczycieli.

Czy wyjściem z tej sytuacji będzie większe otwarcie na sektor prywatny, który przejmie część ciężaru, czy raczej gruntowna reforma finansowania szkół publicznych i urealnienie subwencji? To pytanie pozostaje otwarte. Dla jednych szkoły prywatne mogą być potrzebnym uzupełnieniem systemu, dającym rodzicom realny wybór, dla innych – poważnym zagrożeniem dla spójności społecznej i fundamentów równości edukacyjnej. Ostateczna ocena należy do czytelników – i do tego, w jakim kierunku zdecyduje się pójść polska polityka edukacyjna w najbliższych latach.

Facebook
Twitter
Scroll to Top