Kiedy cierpienie zwierząt stanie się problemem władz i opinii publicznej? – pyta DIOZ

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Fundacja DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt) od lat alarmuje o nieprawidłowościach w opiece nad zwierzętami w schroniskach w całej Polsce – wskazując na luki prawne i niewystarczający nadzór ze strony instytucji państwowych. Jednym z najbardziej bulwersujących przypadków, przytaczanych w doniesieniach medialnych oraz raportach organizacji, pozostaje schronisko Happy Dog w Sobolewie.

Właściciel placówki został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami, a przeciwko niemu toczy się proces sądowy. Mimo to schronisko nadal funkcjonuje, wygrywa przetargi i otrzymuje finansowanie z budżetów gminnych. Według aktywistów i społeczników oznacza to, że system ochrony zwierząt w Polsce nie zapewnia skutecznego bezpieczeństwa najbardziej bezbronnym.

Przedstawiciele DIOZ – Konrad Kuźmiński i Krystyna Pietruszka – podkreślają, że sytuacja zwierząt w Sobolewie wciąż jest dramatyczna. – „W takim stanie psy opuszczają schronisko. W tym piekle przebywa kilkaset zwierząt, a adopcja graniczy z cudem. Nie ma tam wolontariatu – psy nie mogą liczyć na pomoc” – mówią, publikując zdjęcia i nagrania ze swoich interwencji.

Do fundacji spływają świadectwa byłych pracowników i osób odwiedzających schronisko. Zwracają oni uwagę na zaniedbania, których skutkiem jest cierpienie zwierząt: brak odpowiedniej opieki medycznej, brak spacerów, izolowanie psów w małych boksach, ograniczanie adopcji. Jedna z mieszkanek regionu opisała dramatyczne zdarzenie:

„Pies z pękniętą miednicą leżał na betonie. Chciałam go adoptować i zapewnić leczenie, ale właściciel nie chciał go wydać. Pies odszedł.”

Według obrońców zwierząt, brak zdecydowanej reakcji władz samorządowych oraz Powiatowego Lekarza Weterynarii w Garwolinie sprawia, że właściciele schroniska mogą kontynuować działalność mimo poważnych zastrzeżeń i trwających postępowań. Organizacje prozwierzęce zapowiadają kolejne protesty pod schroniskiem i urzędami odpowiedzialnymi za nadzór.

Głos w sprawie zabiera również polityk oraz działacz na rzecz zwierząt, Łukasz Litewka, który od miesięcy publicznie interweniuje w tej sprawie:
„W Sobolewie od dawna dzieje się tragicznie. Zwierzęta, które tam trafiają, są praktycznie skazane na śmierć. Tam nigdy nie ma happy endów i nic oprócz nazwy nie jest ‘happy’.”

Sprawa z Sobolewa stała się symbolem systemowego problemu. DIOZ i inne organizacje pytają:
Kiedy cierpienie zwierząt stanie się priorytetem dla władz i opinii publicznej?
Dlaczego prawo pozwala, aby podmioty z poważnymi zarzutami nadal prowadziły działalność?
Jak długo psy i koty będą padać ofiarą nieskutecznych procedur i braku nadzoru?

O wyjaśnienia i działania nadal apeluje się do Powiatowego i Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii oraz rzecznika prokuratury, który do tej pory nie przedstawił przełomowych decyzji w sprawie śledztwa.

Aktywiści nie mają wątpliwości – dopóki milczą instytucje i opinia publiczna, zwierzęta w takich miejscach jak Sobolew wciąż będą cierpieć.

Facebook
Twitter
Scroll to Top