Karczew bez schronów. Burmistrz Rudzki: „Pozostają piwnice, nawet te na ziemniaki”

W Karczewie nie ma obecnie ani jednego schronu. Miejsca doraźnego schronienia dopiero mają powstać, a jedno z istniejących miejsc znajduje się na prywatnym osiedlu i w praktyce przeznaczone jest przede wszystkim dla jego mieszkańców. Burmistrz Karczewa Michał Rudzki w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP otwarcie przyznał, że w razie realnego zagrożenia mieszkańcom pozostają przede wszystkim piwnice. Problem nie dotyczy jednak tylko Karczewa – podobnie o stanie przygotowań mówią samorządowcy z innych części Polski.

Temat przygotowania polskich gmin do sytuacji kryzysowych wrócił za sprawą Serwisu Samorządowego PAP, który zapytał samorządowców o dostępność miejsc schronienia m.in. na wypadek alarmu powietrznego. Jednym z włodarzy, którzy opisali sytuację bez upiększania rzeczywistości, był burmistrz Karczewa Michał Rudzki.
– Na terenie mojej gminy obecnie nie ma żadnego schronu, a miejsca doraźnego schronienia dopiero budujemy. Praktycznie jest jedno takie miejsce na prywatnym osiedlu, ale to będzie głównie dla tych ludzi, którzy tam mieszkają – powiedział burmistrz Karczewa w rozmowie z PAP.
To oznacza, że dziś na terenie gminy Karczew nie funkcjonuje publiczny schron, do którego w przypadku alarmu mogliby zostać skierowani mieszkańcy.

Rudzki: pozostają piwnice

Gmina korzysta ze środków Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na przygotowanie miejsc doraźnego schronienia. Jak wynika jednak z wypowiedzi burmistrza, inwestycje są dopiero na etapie projektowania.
Rudzki nie ukrywa, co oznaczałoby to w praktyce, gdyby zagrożenie pojawiło się teraz. – W tej sytuacji pozostają prywatne schrony typu piwnice, co też nie daje gwarancji, bo one nie są sprawdzone, czy np. wytrzymają jakikolwiek nalot. Do tego piwnice pod domami, piwnice na ziemniaki – powiedział PAP. Wypowiedź brzmi dosadnie, ale pokazuje różnicę pomiędzy miejscem, w którym instynktownie można próbować się ukryć, a przygotowaną i sprawdzoną budowlą ochronną.

Schron i punkt schronienia to nie to samo

To rozróżnienie jest szczególnie istotne w kontekście państwowych map miejsc schronienia. Państwowa Straż Pożarna udostępnia obecnie narzędzie „Gdzie się ukryć”, które pozwala znaleźć w najbliższej okolicy Punkty Schronienia. Nie oznacza to jednak, że wszystkie zaznaczone na mapie obiekty są schronami.
PSP wyraźnie informuje, że Punkty Schronienia mogą stanowić m.in. przejścia podziemne, tunele, garaże podziemne oraz inne istniejące obiekty lub ich części, które mogą zwiększyć bezpieczeństwo podczas nagłego zagrożenia. Nie są one jednak schronami w rozumieniu obiektów o najwyższym poziomie ochrony.
Według informacji PSP w bazie „Gdzie się ukryć” znajduje się obecnie ponad 70 tys. takich obiektów w całej Polsce. Dane są weryfikowane i aktualizowane przez straż pożarną oraz upoważnione organy ochrony ludności.
Narzędzie może więc pomóc mieszkańcowi znaleźć najbliższe miejsce zapewniające choćby tymczasową osłonę, ale punkt widoczny na mapie nie powinien być automatycznie utożsamiany ze schronem.

Stara aplikacja „SCHRONY” i nowe „Gdzie się ukryć”

Warto również uważać na informacje krążące w internecie dotyczące wcześniejszej aplikacji „SCHRONY”. Powstała ona na podstawie ogólnopolskiej inwentaryzacji przeprowadzonej przez PSP. Zinwentaryzowano wówczas ponad 234 tys. obiektów, zaliczając do zestawienia zarówno budowle ochronne – schrony i ukrycia – jak i miejsca doraźnego schronienia.
Obecne narzędzie „Gdzie się ukryć” ma przede wszystkim wskazać użytkownikowi najbliższy Punkt Schronienia. Może działać również bez internetu, jeśli wcześniej pobierzemy odpowiednie dane na telefon.
Co również istotne, wskazanie obiektu w aplikacji nie oznacza automatycznie nieograniczonego prawa wejścia. PSP rozróżnia miejsca dostępne całodobowo, dostępne w określonych godzinach oraz takie, do których dostęp może odbywać się na zasadzie wzajemnej pomocy.

Problem wszystkich samorządów

Karczew nie jest wyjątkiem. W rozmowie z PAP podobny problem sygnalizowali przedstawiciele innych samorządów. Burmistrz Wąwolnicy Marcin Łaguna stwierdził wprost, że gminy nie są obecnie w pełni przygotowane do sytuacji kryzysowej i jednym z podstawowych problemów jest właśnie brak miejsc, w których można ukryć mieszkańców.
Samorządowcy zwracają również uwagę na koszty. Budowa i modernizacja infrastruktury ochronnej wymaga środków znacznie przekraczających możliwości wielu niewielkich gmin. Jednocześnie po latach, w których infrastruktura obrony cywilnej nie była priorytetem, samorządy muszą nadrabiać zaległości w stosunkowo krótkim czasie.

Co ma zrobić mieszkaniec, jeśli alarm zostanie ogłoszony dziś?

To właśnie to pytanie najmocniej wybrzmiewa z wypowiedzi burmistrza Karczewa. Plany budowy miejsc doraźnego schronienia dotyczą przyszłości. Zagrożenie – gdyby się pojawiło – nie musi jednak czekać na zakończenie inwestycji.
Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Wiesław Leśniakiewicz w rozmowie z PAP wskazuje, że mieszkańcy powinni wcześniej rozpoznać możliwości schronienia we własnym otoczeniu. W przypadku nagłego alarmu, zwłaszcza w nocy, może zwyczajnie zabraknąć czasu na przemieszczanie się do odległego obiektu. Jako potencjalnie bezpieczniejsze wskazywane są pomieszczenia poniżej poziomu gruntu, pozbawione okien i posiadające możliwie solidne ściany.
Dlatego mieszkańcy Karczewa – podobnie jak mieszkańcy innych gmin powiatu otwockiego – mogą już teraz sprawdzić narzędzie „Gdzie się ukryć” i zobaczyć, jakie Punkty Schronienia wskazano w ich najbliższej okolicy.

Sprawdź najbliższy Punkt Schronienia – „Gdzie się ukryć”

Warto zrobić to wcześniej, a nie dopiero po otrzymaniu alarmu. Narzędzie pozwala wcześniej pobrać dane, dzięki czemu podstawowe funkcje – mapa, wyszukiwanie miejsca oraz prowadzenie do niego – mogą działać również bez dostępu do internetu.

Karczew dopiero tworzy system

Najważniejsza informacja dla mieszkańców gminy jest więc prosta: Karczew nie posiada obecnie schronu, a przygotowywane przez samorząd miejsca doraźnego schronienia są dopiero na etapie realizacji.
Słowa burmistrza Michała Rudzkiego pokazują jednocześnie skalę problemu, z którym po latach zaniedbań infrastruktury ochrony ludności mierzy się dziś wiele polskich samorządów. W Karczewie odpowiedź na pytanie „gdzie się ukryć, gdyby alarm ogłoszono dzisiaj?” może w wielu przypadkach sprowadzać się do tego, o czym mówi sam burmistrz: najniższa kondygnacja budynku, własna piwnica albo inne możliwie osłonięte miejsce.
Nie oznacza to jednak, że każda piwnica jest schronem ani że zapewnia taki sam poziom bezpieczeństwa. I właśnie ta różnica – pomiędzy miejscem, w którym można doraźnie szukać osłony, a przygotowaną budowlą ochronną – jest w przypadku Karczewa kluczowa.

Facebook
Twitter
Scroll to Top