W debacie publicznej często pojawia się zarzut, że samorządy toną w nadmiarze urzędników. Tymczasem najnowszy raport pokazuje coś zupełnie innego – liczba pracowników administracji jest w dużej mierze efektem realnych potrzeb, a nie politycznych decyzji. W małych gminach to zaledwie kilkadziesiąt osób, a kluczowe znaczenie mają pieniądze, demografia i zakres obowiązków.
Przeciętnie 28 urzędników pracuje w gminach liczących do pięciu tysięcy mieszkańców – wynika z raportu Narodowego Instytutu Samorządu Terytorialnego pt. „Ilu urzędników potrzeba do rządzenia gminą?”. Choć liczba ta może wydawać się niewielka, rzeczywistość jest bardziej zróżnicowana, ponieważ w skrajnych przypadkach administracja liczy zaledwie 12 osób, a w innych przekracza nawet 100 pracowników.
Analiza pokazuje, że system samorządowy w Polsce jest znacznie większy, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. W miastach na prawach powiatu zatrudnionych jest blisko 50 tysięcy osób, w powiatach ponad 35 tysięcy, a w urzędach marszałkowskich niemal 17 tysięcy. Jednocześnie ogromna część pracowników funkcjonuje poza samymi urzędami, ponieważ około 90 tysięcy osób pracuje w jednostkach organizacyjnych, takich jak ośrodki pomocy społecznej czy zarządy dróg.
Kluczowym czynnikiem wpływającym na wielkość zatrudnienia okazują się finanse. Gminy dysponujące większym budżetem zatrudniają więcej urzędników, co pozwala im na specjalizację i sprawniejszą obsługę mieszkańców. Nie mniej istotna jest sytuacja demograficzna. Tam, gdzie liczba mieszkańców rośnie, pojawia się więcej spraw administracyjnych, inwestycji i decyzji do wydania. Z kolei gminy dotknięte depopulacją często zmagają się z problemem znalezienia odpowiednio wykwalifikowanych pracowników.
Co ciekawe, raport zwraca uwagę na zjawisko, które może zaskakiwać. Większe urzędy częściej występują w gminach, gdzie liczba mieszkańców maleje. Wynika to z faktu, że struktury administracyjne nie zawsze nadążają za zmianami demograficznymi i często odzwierciedlają realia sprzed kilku lub kilkunastu lat.
Autorzy opracowania obalają również popularny mit dotyczący wpływu długości rządów wójta czy burmistrza na rozrost administracji. Okazuje się, że zależność ta jest praktycznie niezauważalna, a jeśli już występuje, to w odwrotnym kierunku niż powszechnie się uważa. Większe urzędy częściej funkcjonują tam, gdzie włodarze objęli stanowisko stosunkowo niedawno.
Istotne znaczenie ma także zakres obowiązków danej jednostki. Tam, gdzie kompetencje są szersze, rośnie również liczba zatrudnionych. W efekcie urzędy obsługujące podobną liczbę mieszkańców mogą znacząco różnić się wielkością, ponieważ powiaty, gminy i miasta na prawach powiatu realizują inne zadania. Jednocześnie koncentracja kompetencji w jednej instytucji, jak ma to miejsce w miastach na prawach powiatu, pozwala na pewne oszczędności kadrowe.
Warto przy tym pamiętać, że administracja samorządowa to nie tylko urzędy. Ponad 40 procent zatrudnionych pracuje w jednostkach organizacyjnych, a dominującą rolę odgrywają tu ośrodki pomocy społecznej, które odpowiadają za zdecydowaną większość personelu w tej grupie.
Raport przypomina także, że największy wzrost liczby urzędników miał miejsce w latach 1998–2009, kiedy liczba pracowników wzrosła ponad dwukrotnie. Od tego czasu tempo wzrostu wyraźnie spadło, a liczba zatrudnionych ustabilizowała się. Różnice w danych statystycznych pokazują jednak, że skala zatrudnienia nadal jest trudna do jednoznacznego oszacowania, ponieważ według GUS wynosi ona około 261 tysięcy osób, podczas gdy badania sektorowe wskazują nawet na ponad 300 tysięcy.
Wnioski płynące z raportu są jednoznaczne. Liczba urzędników w Polsce nie jest wynikiem nadmiernej biurokracji, lecz efektem złożonych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych i organizacyjnych. To sprawia, że dyskusja o administracji publicznej powinna opierać się na danych, a nie na utartych przekonaniach, które – jak pokazuje raport – często mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.










