Drogowy bubel za miliony. Nie dotyczy kierowców z Józefowa i Otwocka?

Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Miał być szczelny system, który raz na zawsze ukróci drogowe zapędy na jednym z kluczowych odcinków stołecznej obwodnicy. Są kamery, są bramownice, są miliony złotych wydane z publicznych pieniędzy. A mimo to wystarczy zwykły zjazd, by cały mechanizm przestał działać. Na Południowa Obwodnica Warszawy powstał system, który w teorii ma karać, a w praktyce… łatwo go ominąć bez łamania jakichkolwiek zasad ruchu drogowego.

Pomiar z dziurą

Nowy odcinkowy pomiar prędkości obejmuje około dziesięciokilometrowy fragment trasy S2 między węzłami Lubelska i Przyczółkowa. Zasady są jasne: 100 km/h dla samochodów osobowych, 80 km/h dla ciężarówek. System działa według klasycznego schematu – kamera rejestruje wjazd, kolejna wyjazd, a komputer oblicza średnią prędkość.

Problem w tym, że pomiędzy tymi punktami znajdują się węzły Patriotów oraz Wał Miedzeszyński. I właśnie tam system traci kontrolę. Kierowca, który zjedzie z trasy przed końcową bramownicą, znika z pola widzenia kamer. Dla algorytmu nie ma pełnego przejazdu, a więc nie ma pomiaru. Odcinkowy pomiar prędkości okazuje się… nieodcinkowy.

Codzienność, a nie spryt

Ten szczegół ma ogromne znaczenie dla kierowców z Otwocka, Józefowa i Karczewa. Szacunkowo aż 90 procent z nich korzysta właśnie ze zjazdów na Patriotów lub Wał Miedzeszyński, bo to naturalny kierunek dalszej jazdy. Nie jest to żaden trik ani „kombinowanie”, lecz codzienna trasa do domu lub pracy.

W efekcie nowy system kontroli prędkości, reklamowany jako skuteczny bat na piratów drogowych, w praktyce nie obejmuje większości lokalnego ruchu. Milionowa inwestycja działa więc tylko wobec tych, którzy przejadą cały odcinek bez zjazdu, czyli wąskiej grupy kierowców tranzytowych.

Instytucje rozkładają ręce

Sprawa nie jest tajemnicą. Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym oraz Główny Inspektorat Transportu Drogowego przyznają, że taki model działania systemu wynika z „technicznych i logistycznych uwarunkowań instalacji”. W rozmowach z mediami, m.in. TVN24, nie padły jednak konkretne deklaracje, kiedy i czy w ogóle luka zostanie uszczelniona.
Trudno nie porównywać tej sytuacji z innymi odcinkami dróg ekspresowych w Warszawie i okolicach. Tunel na Ursynowie czy fragment S8 między Opaczem a Puchałami pokazują, że odcinkowy pomiar prędkości może działać skutecznie i bez wyjątków. Tam system jest szczelny, bo nie ma „ucieczek” w połowie trasy.

Na S2 bezpieczeństwo zależy dziś bardziej od odpowiedzialności kierowców niż od realnej skuteczności systemu. Dopóki pomiar nie obejmie kluczowych węzłów, pozostanie przykładem drogiego rozwiązania, które nie spełnia swojej podstawowej funkcji. To nie jest drobna niedoróbka, lecz konstrukcyjny błąd, który podważa sens całej inwestycji.

Na koniec trzeba jasno podkreślić: nie chodzi o zachęcanie do łamania przepisów. Prędkość należy dostosować do ograniczeń niezależnie od obecności kamer. Opisywany problem nie dotyczy „sprytu kierowców”, lecz nieskuteczności systemu, który za publiczne pieniądze miał poprawić bezpieczeństwo. Pokazywanie takich drogowych bubli to obowiązek, bo tylko wtedy jest szansa, że ktoś wreszcie je naprawi.

Facebook
Twitter
Scroll to Top