Piórem kronikarza: O k… mać

Felieton Andrzeja Kamińskiego

Łacińskie określenie krzywej, czy zakrętu – curva – stało się najczęściej używanym przez Polaków słowem, a nawet interpunktorem, czyli przerywnikiem. To lapidarne określenie uczuć, począwszy od zdenerwowania, rozczarowania, poprzez zdziwienie, fascynacje, a na radości i satysfakcji kończąc – rozpanoszyło się w naszym polskim słowniku tak dalece, że bez jego używania wielu przeciętnych Polaków przestało by w ogóle mówić. Nie umieliby bez tego słowa wyrazić swoich uczuć, co by skazało ich na porozumiewanie się na migi i gesty.

W jednej z londyńskich szkół do regulaminu uczniowskiego wprowadzono punkt dopuszczający używanie przez młodzież pięciu (wymieniono jakie) wulgaryzmów. Zbulwersowanym tym faktem rodzicom dyrektor tłumaczył, że zakazywanie młodzieży ich wyrażania, skoro na co dzień słowa te są w powszechnym użyciu, doprowadzić może, że w szkole zostaliby wyłącznie nauczyciele, bo uczniów należałoby wyrzucić za niestosowanie się do regulaminu. Mętne to tłumaczenie i nie pedagogiczne. Przecież nauczyciel ma uczyć, a nie ulegać i być uczonym przez ucznia.

W języku polskim, wbrew pozorom, nie ma wiele nieparlamentarnych wyrazów i wulgarnych wyzwisk. Rzucanie mięsem czy polska łacina ogranicza się w praktyce do niewielu wyrazów, związanych głównie ze sferą fizjologii i seksu, używanych w różnych kontekstach i funkcjach. Niestety nie należą już dziś wyłącznie do słownictwa środowisk przestępczych czy prymitywnych. Stały się atrakcyjnymi, uniwersalnymi sposobami wymiany myśli i informacji zwłaszcza w środowiskach ludzi młodych, w tym uczniowskich i studenckich. Wystarczy przejść się korytarzem szkoły, żeby stwierdzić, że jest i szerzy się językowe chamstwo. Nie przemawiają do mnie argumenty, że w ten sposób młodzież afirmuje swoją niezależność, czy bunt przeciw autorytetom i obowiązującym normom. Że nie jest to prawda, przekonaliśmy się naocznie, gdy miliony młodych ludzi w ciszy, skupieniu oddawało hołd autorytetowi papieża Jana Pawła II, Benedyktowi XVI i teraz Franciszkowi.

Mam więc nadzieję, że powszechna wulgaryzacja języka jest jedynie przelotna i podyktowana modą płynącą z krajów, gdzie tego typu słownictwo sankcjonuje się prawem. Mam też nadzieję, że polscy pedagodzy spełniając swoją misję nauczania co jest dobre, co złe nie poddadzą się naciskom mody, jak uczynili to reżyserzy filmów, czy aktorzy, przy byle okazji określający słowem „zajebiście” swój stan ducha, a też zgadzający się na granie Romea, który do Laury stojącej na balkonie mówi: O k..wa ale jesteś piękna. A tym czasem swoim wiernym czytelnikom życzę zajebistych Świąt Wielkanocnych.

Andrzej Kamiński

Facebook
Twitter
LinkedIn
Scroll to Top