To była jedna z najbardziej spektakularnych i niebezpiecznych policyjnych akcji ostatnich miesięcy w regionie. Nocą z 3 na 4 kwietnia kierowca audi rozpoczął ucieczkę, która zakończyła się dopiero po wielu kilometrach dramatycznym dachowaniem na trasie S17.
Wszystko zaczęło się około godziny 1:20 w Krosnej Wsi w powiecie pruszkowskim. Policjanci próbowali zatrzymać do kontroli osobowe audi, jednak kierowca całkowicie zignorował ich sygnały i gwałtownie przyspieszył. W jednej chwili rutynowa interwencja zamieniła się w pełnoskalowy pościg.
Uciekający samochód bardzo szybko znalazł się na głównych arteriach Warszawy. Kierowca pędził Alejami Jerozolimskimi, następnie Południową Obwodnicą Warszawy, by ostatecznie wjechać na trasę S17 w kierunku wschodnim. Według ustaleń całe zdarzenie mogło obejmować nawet blisko sto kilometrów i przebiegać przez kilka powiatów. Przez cały ten czas kierowca stwarzał ogromne zagrożenie, poruszając się z dużą prędkością i ignorując wszelkie zasady bezpieczeństwa.
Finał tej niebezpiecznej ucieczki rozegrał się w rejonie Sulejówka. W pewnym momencie kierowca stracił panowanie nad pojazdem. Audi uderzyło w bariery energochłonne, po czym zaczęło koziołkować i dachowało. Skala zniszczeń była ogromna, a siła uderzenia tak duża, że – jak wynika z relacji – z samochodu wypadł nawet silnik.

W aucie znajdowało się pięć osób w wieku od 19 do 37 lat i wszystkie zostały ranne. Jedna z nich wymagała transportu śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Część poszkodowanych była zakleszczona we wraku, dlatego konieczna była interwencja strażaków, którzy przy użyciu specjalistycznego sprzętu wydobywali rannych z pojazdu. Na miejscu pracowały liczne służby, a trasa S17 przez dłuższy czas pozostawała zablokowana.
Jak się okazało, za kierownicą siedział 24-letni mężczyzna, który w ogóle nie powinien prowadzić samochodu. Był osobą poszukiwaną do odbycia kary więzienia i miał aż trzy aktywne zakazy prowadzenia pojazdów obowiązujące do 2028 roku. Dodatkowo jedna z pasażerek również była poszukiwana przez służby.
Całe zdarzenie pokazuje, jak niewiele brakowało do tragedii o znacznie większej skali. Pościg odbywał się na ruchliwych trasach, którymi codziennie poruszają się tysiące kierowców. Wystarczył jeden błąd, jedno przypadkowe auto na drodze, by doszło do katastrofy z udziałem niewinnych osób.
Ta historia to kolejny przykład skrajnej nieodpowiedzialności na drodze i dowód na to, że lekceważenie przepisów może mieć dramatyczne konsekwencje nie tylko dla sprawcy, ale i dla wszystkich wokół.
fot: Miejski Reporter










